I mamy koniec wakacji

Na pożegnanie wakacji, korzystając z przepięknej pogody zrobiłam sobie 3- godzinną wycieczkę rowerem. 35 km w spokojnym tempie, głównie przez las. Powietrze pachniało obłędnie. Nie było ludzi, ja, rower, las, śpiew ptaków, woda. Szkoda, że tak naprawdę to już koniec takich wypraw. Pewnie jeszcze trochę pojeżdżę, ale już tylko te spokojne 12 km po ścieżce. Oby w ogóle się udało, bo i pogoda ma się zmienić, i pracę sobie tak poustawiałam, że głowa boli na samą myśl, i wesele się zbliża, więc będzie mniej czasu.

   Szkoła- to też trochę mi spędza sen z powiek. Mateuszem się nie martwię, to jest rewelacyjny dzieciak, nawet jeśli coś zawali, to sam naprawia, w szkole średniej naprawdę rozwinął skrzydła. A jak się dowiedziałam po obozie tanecznym zmiana partnerki też mu chyba wyszła na dobre, tak twierdzą trenerzy i on sam. Żeby było śmieszniej, nowa partnerka jest w wieku Filipa, ten sam rocznik. I chyba bardzo Filipowi wpadła w oko (tańczyć razem nie będą, bo to zupełnie inna klasa taneczna, przepaść nie do pokonania). Filip zadeklarował, że w przyszłym roku na obozie jeśli będą tak zwane śluby obozowe (w tym roku nie było, nad czym bardzo ubolewał) to chciałby właśnie z nią ten ślub wziąć. Tak że szykuje mi się kolejna synowa…

A tu jesień już za progiem. Poranki bywają zamglone, wieczory chłodne, dni coraz krótsze. Po tych 2 miesiącach luzu, swobody i spokoju znów zaczynamy gonitwę. Białe koszule wyprasowane, jutro zobaczymy co dalej. Filip- tu może być różnie. Szkoła jest przyjazna, kilkoro uczniów z cukrzycą już tam jest, pielęgniarka znajoma, ale i tak trochę się stresuję. Oczywiście staram się tego nie pokazywać, po młodym też nie widać, żeby się denerwował, ale jak to wszystko się poukłada?
Do tego trzeba jakoś upchnąć wszystkie dodatkowe aktywności, zwłaszcza tę fizyczną. Po tak intensywnie spędzonych wakacjach żal by mi było zaprzestać tego, jeśli tylko czas i zdrowie pozwolą. Czekam na obiecaną przez naszych instruktorów jogę, oby to wypaliło, bo tego mi trzeba. No i jeszcze trochę czasu na czytanie. Trochę czasu dla siebie. Praca, praca, praca. Jakoś przeżyć czas przedweselny i samo wesele. Może w końcu- tak na razie nieśmiało- rozejrzeć się wokół za jakimś księciem? A może czekać na wnuki? Na pewno będzie intensywnie i ciekawie, to mogę zagwarantować.