Pożytecznie

  Dzisiejszy dzień zaliczamy do spędzonych bardzo pracowicie i pożytecznie. Jako że miałam (i jeszcze mam) dyżur pod telefonem, to byłam lekko uziemiona. Nigdy nie wiadomo, kiedy będzie ten telefon. Dziś akurat był jeden, ale podwójny, za to akurat wtedy, kiedy już kończyłam mycie ostatniego okna. Tak mnie jakoś natchnęło na solidne prace domowe. I dobrze, przed weselem przyda się trochę porządku, a znając moje zamiłowanie do gruntownego sprzątania to kolejne może być dopiero na wiosnę.  A pogoda dziś była w sumie sprzyjająca, nie za zimno, nie za ciepło, słońca też w sam raz. Do tego  audiobook i można pracować. Kuba, kiedy usłyszał głos syntezatora mowy, nie mógł przestać się śmiać, ale ja już się przyzwyczaiłam. I dzięki temu mam ponad 4 godziny książki za sobą. Tylko Legimi dziś mi podpadło- zaktualizowało się i ma zupełnie nowy wygląd. A ja się nie mogę przyzwyczaić. Pewnie za jakiś czas to zaakceptuję, ale bardzo nie lubię takich zmian. Musze od nowa się uczyć co gdzie jest i jak to obsługiwać. I zawsze się boję, że zaraz coś zepsuję albo przycisnę nie ten co trzeba przycisk. Zmiany są podobno dobre, ale nie wiem czemu ich nie lubię.
   A po pracy oczywiście rower, To już jak nałóg, ale taki pozytywny. Zrobiłam 15 km, większość przez las.

Trafiło mi się spotkanie z okazałym jeleniem- przebiegł kilka metrów przede mną. Mam nadzieję, że jutro też uda mi się wyskoczyć choć na trochę. Aż szkoda, że wkrótce skończy się sezon na jazdę

A wieczór spędzam przed telewizorem. \”Wiek Adaline\”. Przeuroczy film