Wieści z frontu

Nawet z kilku frontów.
    Po pierwsze wesele- został tydzień. Sama już nie wiem czy się stresuję czy nie. Młodzież zajmuje się ostatnimi szlifami. Między innymi na balkonie mam 40 doniczek z wrzosami, które posłużą do dekoracji sali. Ja wykańczam ozdóbki szydełkowe, wykonane na specjalne na życzenie synowej. Jutro fryzjer, żeby się pokolorować, potem praca i następny tydzień wolny, żeby ogarnąć wszystko co jeszcze do ogarnięcia zostało. Może wszystko się uda… W zasadzie nie może się nie udać, jeśli nie wydarzy się coś niezależnego od nas, to będzie dobrze. Największym newsem jest to, że tatuś będzie na całości imprezy. A zawdzięczamy to mamusi jego narzeczonej. Która to przekonała panią- że jest to wyjątkowy dzień w życiu Kuby, więc błędem z jej strony byłoby stawać między ojcem a synem plus parę innych argumentów. I chwała jej za to. Narzeczonej co prawda ciężko było to pojąć, ale w końcu dotarło. Rozśmieszyła mnie nieco ta akcja, byłymąż też stwierdził, że nie do końca potrafił zrozumieć o co pani chodzi, ale skoro się poukładało, to kłopot z głowy.
   Po drugie szkoła. Mati w swoim żywiole, już mu się udało złowić kilka dobrych ocen, widać, że szkoła mu pasuje. Coś tam słyszał o stypendium za dobre wyniki z przedmiotów zawodowych, informacje nie do końca potwierdzone, ale jest z siebie dumny. Z Filipem jest różnie. Ciężko mu zintegrować się z klasą. Cały czas twierdzi, że ma kłopoty z socjalizacją, nie umie włączyć się do rozmowy, trudno mu porozumieć się z kolegami. Niby mądry, dowcipny, odważny, a jednak w kontaktach z osobami mało znanymi wycofany. Byłymąż zdziwiony, że tak jest. Coraz bardziej nie zna swoich dzieci… I nie rozmawia z nimi o sprawach codziennych. Od tego mają mamę. Dziś o 17 było zebranie w szkole, nijak mi nie pasowało, akurat wyjątkowo pracowałam do 18. Wysłałam byłegomęża, ale nie umiał ogarnąć tematu, więc po pracy i tak poleciałam na indywidualną rozmowę z wychowawczynią Filipa. Jak się okazało- pani kiedyś pracowała w poprzedniej szkole chłopaków, więc zna problem Filipa. A żeby było ciekawiej- Mati i Filip są do siebie podobni, tak twierdzi wiele osób. I kilka razy ponoć zdarzyły się śmieszne pomyłki. Poza problemami z życiem towarzyskim szkoła Filipowi w miarę odpowiada, więc mam nadzieję, że wszystko się poukłada i  w tym temacie.
   Po trzecie tańce. Mati z nową partnerką dogaduje się na razie dość dobrze, trenują intensywnie. Pierwszy turniej już za 2 tygodnie. Może zdążą z układami i pojedziemy, jeśli nie- trudno. Potem kolejny, na który można się wybrać za następne 3 tygodnie, a potem to już prawie co tydzień. Wiem, że wielokrotnie narzekałam na wyjazdy, ale brakuje mi tych emocji, widoku tańczących par, zaciskania kciuków, radości z wygranej… A tu jest szansa na to wszystko. Może sukcesy nie tak od razu, ale trenerzy twierdzą, że jest potencjał. Ogólnie w klubie w parach doszło do wielu zmian. Kiedyś para to była para, tańczyli oba style razem. Teraz zmieniły się przepisy i można tańczyć każdy styl z innym partnerem. Trenerzy tak to pomieszali, że mało która para tańczy oba style razem. Na razie Mati z nową partnerką jeszcze tak. Z poprzednia partnerką kontaktu brak. Oni się nie odzywają, ja nie szukam kontaktu. Jedna z ostatnich informacji od nich przed wakacjami była taka, że się pojawią we wrześniu, będzie oficjalne pożegnanie. A tu cisza. Trenerzy mówili mi, że do nich też się nie odzywają. Co ciekawsze- nie zapłacili za kilka miesięcy zajęć i treningów prywatnych, więc obawiam się, że już ich nie ujrzymy. Smutne…
   Po czwarte cukry. Prawdopodobnie z powodu pełni i szkoły lecą ostatnio na łeb, na szyję. Zmniejszam bazę, zmniejszam przeliczniki, a i tak kilka razy dziennie jest hipoglikemia i to taka około 40. A pewnie za parę dni jak łupnie znienacka powyżej 300, to będę żałowała i płakała. Wizyta u pani profesor za miesiąc, sama już nie wiem jak mam to wszystko poustawiać, żeby jakoś grało.
   Po piąte czas. Mało go. Za to dużo różnych zajęć. Zaglądam na Wasze blogi, ale tak w biegu, między jednym zajęciem a drugim. Nie mam natchnienia na komentowanie, jak już coś mi przyjdzie do głowy, to okazuje się, że albo dawno nieaktualne, albo ktoś już coś podobnego napisał. I sama nie mam za wiele czasu na pisanie,a  chciałoby się. Jeszcze trochę, mam nadzieję, że po weselu jakoś mi się bardziej ten czas poukłada.
   Po szóste- Czesław. Jeśli ktoś nie wie o co chodzi- Czesław poszukiwany . Dziewczyny- Salmiaki i Kropkiwkreski zaszalały, rozpoczęły poszukiwania idealnego Czesława, a mnie się zamarzyło, żeby go jednak jakoś zmaterializować i próbuję. A to też czasu wymaga.
   Po siódme- rozrywki. Póki piękna pogoda nas nie opuszcza, to staram się wyjść na rower, choć te 12 km dziennie zrobić, a jak się da to i więcej. A w trakcie jazdy słuchanie audiobooków, bo na czytanie oczywiście brakuje czasu.
   Dość trudny ten wrzesień jak dla mnie. A jeszcze połowa nie minęła. A tu pełnia jak z obrazka, jutro piątek, 13. Jakoś trzeba to przetrwać…