Zdarza się coś miłego

Wczoraj tuż przed snem moja przemiła kocica Cola zafundowała mi masaż. Zazwyczaj śpię na brzuchu, więc 6 kg kota weszło mi na plecy i zrobiło masaż z dodatkową akupunkturą pazurkami. Było przyjemnie.

A nieco wcześniej dowiedziałam się, że w październiku będzie w naszym mieście koncert Stanisławy Celińskiej. Trochę się podenerwowałam, bo akurat tego dnia miałam już wpisany dyżur, ale nie mogłabym opuścić takiego wydarzenia. Szybki telefon i udało się, dyżur zamieniony, bilet kupiony. Akurat piosenek pani Stanisławy słuchałam sporo przez całe wakacje w czasie jazdy rowerem. Zakochałam się w nich, a nie śmiałam nawet marzyć, że udałoby mi się posłuchać ich na żywo. A tu taka niespodzianka!

Kolejna miła niespodzianka- to już znacznie większy kaliber. Cohena kochałam od zawsze. Bardzo żałuję, że nie udało mi się pojechać na jego ostatni koncert w Polsce, ale było to w czasach, kiedy moje zachcianki były zupełnie nieistotne i niespełnialne. Ostatnie płyty Cohena są nieco inne, ale słucham ich często I wydawało mi się, że po prostu słucham i tyle, nic nowego już nie będzie. Najwyżej ktoś przetłumaczy teksty i zaśpiewa po polsku, jak na przykład Marcin Styczeń. A dziś przypadkiem wpadła mi w oczy wiadomość, że 22 listopada ukaże się album „Thanks for the Dance”. Jedna z piosenek jest już dostępna do posłuchania. Aż mi się ciepło zrobiło..

Lubicie Cohena?