Ostatnia letnia kawa

Letnia w sensie pory roku, temperaturę ma odpowiednią. I mimo że już jesień, to dzisiejsze popołudnie jest ciepłe, słoneczne i niemal letnie. Owszem, kolory liści zwiastują jesień, ale powietrze pachnie późnym latem. Więc balkon, kawa i Chris Rea śpiewający \”September Blue\”

Kręci ci się w głowie cały poniedziałek
Masz w oczach światło dnia
Jakże wyśmiewałeś i przeklinałeś jutro
A teraz ono stoi przy tobie
Dotknąłeś gwiazd o północy
Cały świat zdaje się krzyczeć \”cześć\”
Twoje gardło jest teraz zmęczone i ciężkie
I tylko jedno może przez nie przejść

Pozbieram się, choć może płaczę
Łzy, które płyną zawsze wysychają
Tyle tylko, że wolałbym być teraz z Tobą
I cały czas widzę te gwiazdy.
Odmówię modlitwę do Ciebie
Teraz i na zawsze wrześniowy smutku

Pozbieram się, choć może płaczę
Łzy, które płyną zawsze wysychają
Tyle tylko, że wolałbym być teraz z Tobą
I cały czas widzę te gwiazdy.
Odmówię modlitwę do Ciebie
Teraz i na zawsze wrześniowy smutku
Bo zawsze będę cię kochał
Wrześniowy smutku.

   W zasadzie to faktycznie można już zacząć odczuwać ten wrześniowy smuteczek. Lato się kończy, jeszcze wspomnień jest sporo, opalenizna jeszcze nie całkiem zbladła, jeszcze taka letniopodobna pogoda jak dziś, ale wiemy doskonale, że to tylko ostatnie podrygi. Za moment przyjdą deszcze, szaruga, zimno. Przedsmak już był, nawet kaloryfery zaczęły grzać.
    A mnie nadal roznosi energia. Wesele to już przeszłość, nadal nie do końca docierają do mnie wszystkie emocje z nim związane. Cały czas czuję się tak, jakby to nie mnie dotyczyło. Wróciłam w końcu do pracy, więc i czasu na rozmyślanie i przeżywanie za wiele nie ma. Tym bardziej, że do tego mam na głowie jeszcze 18 urodziny Mateusza, początki Filipa w nowej szkole- na szczęście już się jakoś zaaklimatyzował i zaczął integrować z klasą, bo pierwsze dni trochę mnie załamywały. W sobotę wielki test taneczny- pierwszy turniej, bardzo prestiżowy- O Złotą Podwiązkę, przedmiot pożądania wielu tancerzy. Mati twierdzi, że on aż tak bardzo jej zdobyć nie musi, ale gdyby…Pomarzyć można, ale chyba jednak jeszcze nie w tym roku. Nowa partnerka, mało czasu na trenowanie, do tego startują tylko w standardzie, bo z łaciny nie zdążyli przećwiczyć wszystkich układów. Po prostu sprawdzian przed kolejnymi turniejami. Sezon zapowiada się dość intensywnie. Była partnerka się nie odzywa. Trochę ciekawi mnie jej (a jeszcze bardziej jej mamy) reakcja na to, jak sobie bez niej poradziliśmy.
   Powoli też psychicznie i organizacyjnie przygotowuję się do wyprowadzki byłegomęża. Od listopada ma całkowicie zniknąć z naszego życia, wyjeżdża do swojej narzeczonej na drugi koniec Polski. Nie mam zamiaru z tego powodu rozpaczać, ale jest parę spraw organizacyjnych- choćby kwestia ubezpieczenia chłopaków,  które dobrze byłoby uregulować przed jego wyjazdem. No i chciałabym doprowadzić do względnego chociaż porozumienia między nim a Kubą. Byłymąż jest zapatrzonym w siebie egoistą (zdanie wypowiedziane przez naszą dyrektor administracyjną, która wiele lat temu przez jakiś czas z nim pracowała), nie umie się zachować jak porządny człowiek (opinia teściowej), jest beznadziejnie głupi (słowa jego własnego brata), ale to jednak ojciec moich dzieci. Mogę być na niego zła, wkurzać się i mieć go w nosie, ale chciałabym, żeby chłopcy nie mieli negatywnego obrazu ojca. Bo jeśli będą się na nim wzorować, to strach pomyśleć, co czeka moje synowe. Powolutku staram się uświadamiać byłemumężowi, jakie mogą być konsekwencje jego zachowania, ale ciężko to idzie. Ostatnio rozmawiałam z teściową (ona absolutnie nie uważa się za BYŁĄ teściową) i zapewniała mnie o swoim wsparciu dla mnie, zawsze mogę się do nich zwrócić, jeśli będę potrzebowała pomocy, ich dom jest dla mnie otwarty, nie potrzebuję specjalnych zaproszeń, zapowiedziała też poważną rozmowę z byłymmężem. Nieco za późno jak na mój gust, ale skoro chce… Natomiast widzę, że nowa synowa już na starcie ma u niej przechlapane. Lepsza ode mnie i tak by nie była, ale nawet grama sympatii nie zdołała pozyskać. Sama sobie winna, kiepsko to wszystko rozegrała. Ciekawe tylko, czy teściowa nie zmieni zdania o mnie, kiedy zobaczy, że ja też potrafię ułożyć sobie życie inaczej.
   Tak, to właśnie jest moja mała niespodzianka. Znalazł się ktoś, kto zaczyna mnie z lekka sobą oczarowywać. Nie wiem, czy coś z tego wyjdzie, bo trochę odległości nas dzieli (na szczęści nie 600 km tak jak byłegomęża i jego narzeczoną). Nie jest to też idealny Czesław, którego kiedyś tak pięknie opisała Salmiaki, ale umówmy się- ja też idealna nie jestem. Na razie jest miło, wracają zapomniane dawno emocje. Nie angażuję się przesadnie, żeby potem zbyt mocno nie przeżywać w razie porażki, ale co dla mnie jest chyba najważniejsze- udowadniam sobie, że nadal potrafię żyć, że nie jestem daleko poza marginesem. Pamiętam doskonale, co mi wielokrotnie powtarzały wszystkie moje Kochane Czytelniczki i cieszę się, że tym razem nie uciekłam, tylko zaryzykowałam. Co będzie, to będzie. Nawet jeśli lato się skończy, przyjdzie jesień, a potem zima, to ja postaram się być po prostu letnio szczęśliwa, co mi tam!