Ostatnio mało czytam

Jakoś ostatnio nie po drodze mi z czytaniem. Nie myślałam, że kiedykolwiek takie coś powiem. Za dużo rozpraszaczy, które przeszkadzają, za dużo książek, które chciałabym przeczytać, a przez to nie mogę się zdecydować po którą sięgnąć najpierw. No i czas… O ile wcześniej miałam wrażenie, że doba jest za krótka o 3-4 godziny, to teraz mam pewność, że brakuje mi co najmniej 6, a w porywach do 8 godzin. A może za dużo chcę, albo nie umiem sobie tego wolnego czasu zorganizować? Fakt, okres przed weselem był nieco zabiegany, do tego doszedł pochłaniacz czasu w postaci pewnego osobnika, no i żyję w lekkim zawieszeniu jeśli chodzi o sprawy zdrowotno- osobiste, póki się nie wyjaśnią, nie chcę zbyt mocno w nic się angażować ani układać jakoś logiczniej czasu, bo w razie czego i tak wszystko się posypie, więc nie warto.

We wrześniu udało mi się przeczytać 3 książki. Z entuzjastycznym zachwytem „Piątą ofiarę” Bakera, o niej już pisałam i ze skruchą muszę stwierdzić, że popełniłam faux pas, nie do końca świadomie, ale jednak, jedna z czytelniczek w komentarzu zaznaczyła, że spoileruję. No fakt, nie pomyślałam, że to może być tak odebrane. Nigdy nie umiałam pisać o książkach. Ogólnikowe zachwyty lub oceny krytyczne jak dla mnie to za mało, a jak powiem za dużo, to okazuje się, że to spoiler (mała dygresja- jak ja nie lubię takich dziwnych, zapożyczonych z obcych języków, słów. Wiem, ze dobrego polskiego odpowiednika nie ma. Niby rozumiem co one znaczą i jak ich używać, ale nie cierpię.  A jak nie lubię, to staram się nie używać, ignorować i udawać, że mnie nie dotyczą. Stąd być może ta nieszczęsna wpadka). I teraz aż się boję, czy znów nie przekroczę granicy, ale spróbuję. Z góry przepraszam, jeśli mi się nie uda.

Okładka książki Śmierć nadeszła wczoraj

W eksplozji samochodu ginie dwoje pracowników popularnego programu telewizyjnego. Niedługo potem jego prezenter, Aleksander Ułanow, otrzymuje groźbę, że wkrótce podobny los czeka także jego. Okazuje się, że zabójstwo zleciła jego żona, bez której Ułanow nie wyobraża sobie życia.
Niespodziewanie mężczyzną zaczyna się interesować milicja, prowadząca równolegle śledztwo w sprawie zabójstwa pewnej wróżbitki. Okazuje się, że między tymi dwiema sprawami może istnieć powiązanie…
Anastazja Kamieńska, która wyjaśnia sprawę tajemniczego zamachu na pracowników telewizji, oraz Tatiana Obrazcowa, śledcza badająca morderstwo wróżbitki, będą musiały połączyć swoje siły i spróbować rozplątać złowieszczą intrygę. (z lubimyczytać.pl)

Najpierw Marinina. Zawsze kochałam jej kryminały. Osadzone w zupełnie innej mentalności, nieco siermiężnej rzeczywistości, z wieloma dziwactwami Rosji i spuścizny po ZSRR. Ot, taki folklor, ale ponieważ pamiętało się jeszcze coś z czasów podobnych u nas, to był sentyment. Późniejsze części, gdzie już jest znacznie mniej Rosji, a więcej Europy, też mi się podobały, choć zauważyłam, że tematyka bywa co najmniej dziwna, a zagadki kryminalne dość wydumane. Do tego nie zawsze mogę się połapać w chronologii wydarzeń, bo u nas książki nie są wydawane w kolejności. „Śmierć nadeszła wczoraj” przeczytałam, a w sporej części przesłuchałam z bardzo mieszanymi uczuciami. Anastazja Kamieńska jak zwykle budziła we mnie nieco zdziwienia, bo z jednej strony rozumiem jej wszystkie lęki, niepokoje, wycofanie, niedostosowanie, nieco aspergerowskie lub aspołeczne zachowania (sama czasem tak mam), to z drugiej strony naiwność i wręcz ciapowatość w niektórych sytuacjach jest po prostu drażniąca. A druga bohaterka Tatiana Obrazcowa- ewenement po prostu. W dość zaawansowanej ciąży, pracująca ponad siły, a charakterologicznie- kryształowo, ba! platynowo uczciwa i prostolinijna, ideał bez skazy, jak dla mnie po prostu niewiarygodna. A intryga kryminalna- może i takie rzeczy mogą się zdarzyć, ale według mnie są mało prawdopodobne, okropnie naciągane i bez sensu. Dociągnęłam do końca, ale zupełnie bez zachwytu.  Wolę jednak starsze książki tej autorki. Jedyny plus- do przemyślenia sprawa braku komunikacji międzyludzkiej. Bo tak naprawdę wystarczyłaby spokojna, szczera rozmowa, a nie byłoby żadnej z afer. Czyli Marinina na minus.

Okładka książki Materiał ludzki

Po zakończonym śledztwie w sprawie morderstwa w gdańskim parku Oliwskim w niewyjaśnionych okolicznościach znika główny świadek w sprawie. Komisarz Agata Stec nie ustaje w poszukiwaniach mężczyzny, z którym łączyły ją nie tylko służbowe relacje. Brak efektów w połączeniu z mnożącymi się pytaniami i wątpliwościami popycha policjantkę do podjęcia desperackich kroków.
Tymczasem w niewielkiej wsi na Kaszubach dochodzi do makabrycznego odkrycia. Dwie młode kobiety znaleziono przywiązane do pali pośrodku pola i obrośnięte kwitnącymi powojnikami. Po tym, jak Agata ratuje życie jednej z nich, jej losem zaczyna interesować się brat policjantki, psycholog Artur Kamiński, nie tylko w celu udzielenia pomocy niedoszłej ofierze… (z lubimyczytać.pl)

„Materiał ludzki”- kontynuacja „Boskiej proporcji”. Tu musze się pilnować, żeby nie zdradzić nic z treści. Część pierwsza przeczytana sporo czasu temu i zarzekałam się, że po takich obrzydliwościach i dawce patologii, to nie mam ochoty na więcej. Tu poziom podobny, więc się nie pozachwycam. Nic nie poradzę, że nie jest to jednak mój ulubiony gatunek. Na dodatek stanowczo mi zabrakło jakiejś głębi, analizy, wręcz powiedziałabym, że temat potraktowany zbyt powierzchownie. Ale opinie innych czytelników są zupełnie odmienne, raczej przeważają zachwyty. Widocznie ja się nie znam. Choć przyznam, zakończenie lekko zaskakuje. I to na tyle, że kiedy dziś weszłam na Legimi i zobaczyłam co jest w nowościach, od razu ściągnęłam ostatnią (podobno) część serii o komisarz Agacie Stec „Białe kłamstwa”. Zobaczymy jaka będzie w czytaniu, trochę już się za nią zabrałam, idzie w miarę dobrze. I cały czas się zastanawiam, czy dobrze obstawiam motywację i cele jednego z głównych bohaterów. Na pewno czytanie zajmie mi trochę czasu, bo oczywiście zajęć pobocznych mam tyle, że głowa mała, ale ciekawość mnie zżera. W zasadzie wystarczyłaby jedna zarwana noc, ale może bez przesady, nie mam już 18 lat, żeby tak czytać. W ten sposób zaprzeczam sama sobie, jakoby obrzydliwości mnie odrzucały. Ciekawość jest silniejsza od wstrętu…

8 uwag do wpisu “Ostatnio mało czytam

  1. Nie masz już 18? A cóż to za roznica, liczy się coś co jest niesmiertelne, a nazywa się dusza.
    Co do czytelnictwa. Mnie nawet przestało być wstyd. Tysiące książek które przeczytałem chyba wystarczy. A czytałem po dniach i nocach w każdej wolnej chwili. Dziś prawie nie czytam. Nie ciągną mnie nowinki które w 100 % są powieleniem czegoś co już bylo, a jeśli chodzi o klasykę to niewiele by mi chyba pozostało.
    Wracając do meritum, czyli do Ciebie. Spojler to pojęcie nie mieszczące się w żadnych sensownych kanonach. Piszesz to co chcesz i jak chcesz a jeśli komuś się nie podoba nie musi czytac. Po drugie: dziwne jest to że pokolenie które czyta głównie streszczenia tak oburza się na wyjawianie tresci. Choć raczej chodzi tylko o zwrócenie komuś uwagi z pozycji niby znawcy i mentora.
    No nic, pisz na co masz ochotę, a najlepiej o własnych uczuciach. Pozdrowienia😻

    Polubienie

  2. Cóż to znaczy? Skojarzyło mi się spoiwem, czyli czymś co powinno łączyć… Poszukałam i się okazało, że mój wniosek był błędny. Z drugiej strony ja się odwołałam do skojarzeń w ojczystym języku… Aga, rób i pisz co chcesz, to Twój blog i Twoje prawo do zamieszczania wszystkiego co Ci przyjdzie na myśl. Ściskam 🙂

    Polubienie

    1. Takie są niuanse obcego języka- czasem wydaje się, że słowo oznacza zupełnie coś innego niż znaczy rzeczywiście. Tak bywa i z ludźmi, prawda?

      Na blogu mogę rzeczywiście pisać co chcę i to robię…

      Polubienie

  3. Ponieważ lubię Maxa Czornyja, który naturalistyczne opisy ma opanowane do perfekcji- to i po Borlika na pewno sięgnę. Nawet czekał w urlopowej kolejce, ale się nie załapał 😉
    A jak chcesz odpoczynku i czegoś lekkiego i babskiego… Niby nie czytam takich rzeczy, ale mamy spotkanie z Karoliną Wilczyńską i sięgnęłam po „Stację Jagodno”. Leciutkie to bardzo, jedna książka na jeden dłuższy wieczór, wczoraj zaczęłam 9. tom, bo nie jestem w stanie przerwać w trakcie 😉 Co najmniej cztery klasy lepsze od Anny Ficner- Ogonowskiej, z dużą dawką optymizmu, mocno „babskie”, momentami aż przesłodko przerysowane, że każdy problem się da rozwiązać. Ale czytam i nawet nie zgrzytam zębami, mało- nie mogę się oderwać 😉 A po Karolinie Wilczyńskiej będzie… (FANFARY!!!)… Katarzyna Puzyńska! Nadrobiłam i jestem na bieżąco, ciekawe, ile ludzi przyjdzie 🙂

    Polubienie

    1. Tak, chyba teraz pora na coś rzeczywiście lekkiego. Natomiast z wielką niecierpliwością czekam na najnowszą Puzyńską, już za momencik „Pokrzyk”- mam nadzieję, że się nie zawiodę

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s