Jednym zdaniem

Rozejrzała się po pokoju. Surowe, wręcz spartańskie wnętrze. Widoczny brak kobiecej ręki. Kanapa, duży telewizor, komoda, szafa, w oknach tylko rolety, żadnych firanek czy zasłon. Podłoga bez dywanu, stolik bez serwetki. Puste parapety pod oknami, puste ściany, choć w ciepłym żółtopomarańczowym kolorze. Minimalizm w wydaniu de luxe. Jedynie klatka z kanarkiem nadawała pozory życia, ale kanarek siedział osowiały w kącie.

Pili kawę. Jakaś myśl trzepotała w jej świadomości, choć ciężko było ją zwerbalizować. Coś koniecznie chciało dać się opowiedzieć, ale co? W końcu udało się dotrzeć, o co chodzi. W tym mieszkaniu nie było żadnych kwiatów doniczkowych! Siła przyzwyczajenia- może jej domowe doniczki nie wyglądały tak okazale jak u babci, mamy i siostry, bo to były kwiatowe czarodziejki, ale jednak w każdym kącie coś było i cieszyło oczy. Więc od razu zapytała- Nie masz u siebie żadnych kwiatów, żadnych doniczek, dlaczego? Zastanowił się, rozejrzał i stwierdził z lekkim uśmiechem- Bo o kwiaty trzeba dbać, podlewać, rozmawiać z nimi. Wiesz ile to roboty? Tak, wiedziała, dlatego jej nie były jakieś rewelacyjne. A za moment usłyszała- Z tobą mogę mieć kwiatka. Będę o niego dbał. Chochlik w jej głowie podpowiedział- To może kaktusa? Nie wymaga za dużo starań. Jeśli myślała, że to go zniechęci, to się rozczarowała. -Z tobą mogę mieć nawet kaktusa…

Angażował się. Stanowczo za szybko i za bardzo jak na jej gust. Coś, co miało być tylko miłym spędzaniem czasu, odskocznią, zaczynało się robić bardzo na serio. Po co? Przecież potem będzie tylko bolało, nie warto. Wiadomo, że skończy się jak zawsze. Przy pierwszym kryzysie, rozdźwięku schowa się w swojej skorupie, nie da sobie nic wytłumaczyć i ucieknie daleko od wszystkich emocji i pragnień. Ale on był bardzo spostrzegawczy, za bardzo. Dostrzegał tak drobne sygnały, że nawet ona sama nie wiedziała jeszcze, że je wysyła, a on natychmiast wychwytywał grymas w oczach, dystans w słowach, sztywność przy przytulaniu. Dość niewiarygodna wrażliwość u faceta, na dodatek mało widoczna na zewnątrz, można ją było zobaczyć dopiero w bezpośrednim kontakcie, w jego słowach i gestach. To było miłe, ale i niebezpieczne. Można było uzależnić się od tej troskliwości, słów trafiających do najciemniejszych zakamarków duszy, uśmiechu rozwiewającego złe myśli. I często rozśmieszał drobiazgami.

Tego dnia nie chciała nic, tylko zamknąć się w pokoju, wejść pod koc, z książką i kubkiem ulubionej herbaty. Za oknami było szaro, w sercu było szaro, myśli też były szare. I nie zanosiło się, żeby coś je rozjaśniło. Zadzwonił telefon. Niechętnie odebrała. Dziś naprawdę nie miała ochoty na żadne rozmowy. W tle słyszała piosenkę, melodia wpadała w ucho, poznała- kilka razy już dyskretnie włączał ją, kiedy się spotykali.

Tak miało być
Choć o tym nie wiedziałam
Zmieniłeś mnie
Choć zmienić nic nie chciałam
Myślałam, że
Jestem jak zimny kamień
Ogrzałeś mnie
Zwyczajnym jednym zdaniem

Słuchała jednym uchem, jednocześnie tęsknie patrząc na książkę. Nagle aż zabrakło jej tchu. Usłyszała- Tak bardzo potrzebuję cię. Chcę iść z tobą, przed tobą, za tobą. Chcę ci robić ciasto na naleśniki. Chcę zmywać po tobie naczynia, nawet kiedy jemy obiad w restauracji. Chcę być blisko ciebie kiedy pada deszcz, i kiedy wieje wiatr, i kiedy świeci słońce… Serio? Nie przestraszył się tych wszystkich niepotrzebnych i bezsensownych zachowań godnych raczej rozchwianej emocjonalnie nastolatki, a nie dorosłej kobiety. Chyba nie.- Nie uciekaj. Jestem twój, dziewczynko, jestem twój.