Modlitwa

Różne są religie. Każda ma jakąś formę rozmowy z Bogiem, bo tym jest przecież modlitwa. Intymna, osobista, z różnych powodów- prośba, podziękowanie, uwielbienie. W dzisiejszym świecie często sprowadzona do formy odklepania określonej regułki, byle szybciej, zdarza się że potem z pretensjami do adresata modlitwy, bo jej nie wysłuchał. Bo modlitwa jest traktowana jak zamówienie w restauracji- chcę to i to, a w zamian zapłacę tak i tak. I tylko w momentach trudnych jako prośba, błaganie o pomoc (jak trwoga, to do Boga). Z podziękowaniami i uwielbieniem już jest nieco trudniej. Do tego mieszają pośrednicy w tej relacji osobistej czyli urzędnicy Boga, którzy w różny sposób nauczają jak się modlić. Nie chcę wchodzić zbyt głęboko w te rozważania, bo rzeczywiście modlitwa jest sprawą osobistą każdego człowieka, a wpis ma być o czym innym.

Kilka dni temu usłyszałam coś, co mnie bardzo poruszyło. Ktoś, kto chce być dla mnie bardzo ważną częścią życia od wielu lat nie myślał o modlitwie, wierze, religii. Dla mnie wiara jest bardzo istotna, ale nie mam zamiaru fanatycznie kogokolwiek nawracać, szanuję odmienne poglądy, każdy ma prawo do własnego postępowania. No i po tym moim wypadku- upadku, kiedy się tym dowiedział- po raz pierwszy od 9 lat ukląkł do modlitwy w mojej intencji i w podziękowaniu za to, że nie stało się nic gorszego. Aż nie wiedziałam, co powiedzieć, bo nie jest to częste… Zwłaszcza od osoby, która z Bogiem była dotychczas daleko. I modli się teraz codziennie… Dla mnie to niesamowicie ważne i bardzo wzruszające.

Amen. A ja dziś po obudzeniu się- chcę podziękować Bogu za możliwość przeżycia kolejnego dnia. Bo to nie takie oczywiste.