Spacerowo

Przy tak pięknej pogodzie jak trafiła się w weekend, grzechem byłoby siedzieć w domu. Dawno już tak nie spacerowałam po najbliższej okolicy, bo jednak w każdej wolnej chwili zajmowała mnie głównie działka. Ale jako że już jesień, prace na działce w większości zrobione, a reszta czeka na odpowiedni czas i warunki, to pora była zadbać o swoją kondycję, bo coś z nią ostatnio marnie, chyba się nieco zaniedbałam. Roweru w tym roku było mizernie mało, spacerów też, aż szkoda, no ale nie da się mieć wszystkiego naraz. Zwłaszcza jeśli pogoda nie zawsze dopisuje. Wczoraj i dziś wszelkie warunki do aktywności były spełnione i można było szaleć.

Na pierwszy rzut w sobotę poszła „Patelnia”- plaża nad jeziorem Białym, a potem las, las, las, zachwyty kolorami, światłem, pajęczynami (no może pajęczynami nieco mniej), cisza, spokój.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie wp-16332761319031307551930495001068.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie wp-16332762883007809721028644126527.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie wp-16332762595754062766937230407099.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie wp-1633275918687437497467260986288.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie wp-16332760060122867493772890111091.jpg

A dziś spacerek był nad innym jeziorem- prawie 8 km wysoką skarpą nad brzegiem innego jeziora- w końcu nasze miasteczko jest otoczone przez 7 jezior, więc jest z czego wybierać. Pogoda jeszcze lepsza niż wczoraj, nieco cieplej i bardziej słonecznie, tylko wiatr był też nieco większy, ale wśród drzew nie było to odczuwalne, tylko fale na jeziorze nieco większe. A las był też nieco inny, mniej kolorowy jeszcze, ale lada moment i tam się zażółci i rozczerwieni

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie wp-16332759398786576663526260848166.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie wp-16332761677355006848289193041565.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie wp-1633276043394556047409854946768.jpg

Dobrze jest tak odetchnąć, odpocząć, wyciszyć się, nie myśleć o pracy i innych „przyjemnościach”. A od jutra- cóż- powrót do normalności i pojawią się zapewne kolejne problemy, trzeba będzie gasić następne punkty zapalne, mierzyć się z wyzwaniami, na które wcale nie jestem gotowa. Samo życie…

A wyzwanie to mam niestety dość ostre. Gdzieś tak w połowie dzisiejszego spaceru lekko wykręciła mi się stopa. Ostrożnie nią poruszałam, okazało się, że nie boli, dotarłam do domu bez problemu. W domu też przez kilka godzin funkcjonowałam normalnie. Wieczorem wybraliśmy się do kina (na najnowszego Bonda, ale o tym już nie dziś). W trakcie filmu poczułam, że boli mnie stopa, ale początkowo nie skojarzyłam tego z wykręceniem, myślałam, że po prostu od długiego siedzenia, cóż kinowe fotele nie są idealne. Ale bolało coraz bardziej, po filmie ledwie dokuśtykałam do samochodu, nie odważyłam się już prowadzić, wdrapałam się na swoje trzecie piętro i stop. Usztywnienie, zimny okład, nóżka w górę. Ajajaj, jutro w pracy będzie armagedon. Akurat kolega zaczął dwa tygodnie urlopu, już wyjechał gdzieś daleko, więc się go nie ściągnie. Pracować mogę, bo jednak w pracy głównie siedzę, ale już wizyty domowe i parę innych rzeczy odpada. Dobrze, że mam solidny stabilizator- Mati niedawno miał przecież skręconą stopę. Kurczę, jak ja lubię takie akcje…