Żeby kózka nie skakała

Z moją nogą po dwóch dniach chodzenia w stabilizatorze (plus leczeniu głównie homeopatycznym, moja szefowa je uwielbia, ja mam podejście dość sceptyczne, ale przecież nie zaszkodzi, więc stosowałam) jest dobrze. Dziś już darowałam sobie mało wygodny bucik i tylko z lekkim usztywnieniem bandażem poszłam do pracy. Przez te dwa dni pracowałam stacjonarnie, głównie w gabinecie, musiałam trochę się przeorganizować, bo miałam umówione też wizyty domowe. Jedną z nich „sprzedałam” koledze- wymiana cewnika u leżącego starszego pana, ani pacjent, ani kolega nie mieli nic przeciwko. Druga wizyta była bardziej towarzyska niż rzeczywiście medyczna, więc przełożyłam ją na kiedyś w przyszłości z czystym sumieniem (pani z taką straszną nerwicą lękową, że nie może dotrzeć do naszego gabinetu z rutynowo wykonanymi badaniami, ale na wizyty do wielu specjalistów, których lubi odwiedzać hurtowo- da radę. Poza tym jest samotna i zawsze to jakaś rozrywka, kiedy ktoś przyjdzie w „gości”- wiem, wredna jestem i niesprawiedliwa, ale przy takim natłoku pracy wizyty towarzyskie wkurzają niemożebnie. A już tekst- bo ja bym chciała wiedzieć na co dokładnie choruję- rozbroił mnie dokumentnie. Wizyty co miesiąc lub częściej, leków gromada, leczenie od co najmniej 30 lat i dopiero teraz pani chce wiedzieć na co choruje. Biorę poprawkę na wiek, choroby itp, ale czasem ręce opadają).

Mam tylko inny dylemat i zastanawiam się co jest nie tak i z kim. Pewnie ze mną, że taki dylemat w ogóle mam? Bo skoro mi ta noga tak szybko odpuściła, to współpracownicy mogą powziąć podejrzenie, że symulowałam i nie chciałam pracować w pełnym zakresie. Może zbyt pokrętnie to wytłumaczę. Zapewne nikomu pomysł o symulowaniu do głowy nie przyjdzie, a ja mam coś nie tak ze swoją podejrzliwością, skoro o takie myśli kolegów podejrzewam. Złe podejście do ludzi z mojej strony- choć zazwyczaj staram się wszystkich usprawiedliwiać i szukać wytłumaczenia dla najbardziej wrednych poczynań? Czy przewrażliwienie i chęć bycia aż za bardzo w porządku do innych? Bo ja myślę, że inni sobie pomyślą… i zapętlam się w tym myśleniu o myśleniu, a nic takiego w rzeczywistości nie ma miejsca. A już naprawdę wydawało mi się, że pozbyłam się niepotrzebnych i wydumanych problemów z pewnością siebie i poczuciem własnej wartości. Wychodzi, że nie jestem wcale lepsza od nowej żony byłegomęża. Ech…