Sen

Nie ma to jak śnić dziwny sen o czasie wojennym w okolicach 12 maja roku, kiedy wojna już się skończyła. Miejsce akcji- niby znajoma góra, jakieś ruiny, mnóstwo plączących się ludzi, nawet w mundurach wrogów. A ja szukam Filipa, biegam, pytam, zaglądam. Kiedy go znajduję, siedzi w jakimś rowie, brudny, blady i próbuje zmierzyć cukier, ale nie daje rady, drżą mu ręce. Pomagam ukłuć palec, glukometr pokazuje 23. Krzyczę do moich towarzyszy, żeby dawali mi szybko glukagon… i budzę się z przerażeniem, a obok pika alarm w telefonie, pokazujący niski cukier. Może nie tak nisko jak we śnie, ale wystarczająco, żeby omal nie dostać zawału.

Najpierw to, co zazwyczaj najszybciej podnosi cukier i najłatwiej podać bez budzenia czyli banan, mierzenie cukru chwilę później, nawet nie myślałam, że sensor pokazuje źle, zaniża. Najwyżej dałabym insulinę. Ale glukometr pokazał podobnie. Serce powoli się uspokaja, teraz mam przed sobą pół godziny czuwania, żeby poziom cukru wrócił do stabilnej normy. A Filip nadal śpi, nie budzi go ani odczuwanie hipoglikemii, ani wyjący alarm. Obudziło uczucie głodu po 10, może 15 minutach. Nie dało się wytłumaczyć, że około 1 w nocy to nie pora na jedzenie. Głód po hipoglikemii jest straszny. Zjadł dwie bułeczki maślane, wypił szklankę mleka. Pewnie będę musiała poczekać jeszcze z pół godziny i podać na to insulinę, bo jednak trochę węglowodanów wchłonął. A Filip poszedł spać. Nie wiem czy rano będzie coś pamiętał.

Wiele osób „zarzuca” mi, że się za bardzo nad nim rozczulam, jestem zbyt opiekuńcza, nawet nadopiekuńcza. Przecież on ma 17 lat i powinien sam!!! Do końca życia mam zamiar go niańczyć? Cóż, jeśli będzie trzeba, to tak. Po raz kolejny ta wredna franca udowodniła, że to ona rządzi. Ostatnio były raczej wysokie cukry, co i rusz musiałam podawać korekty, które i tak słabo działały. A dziś niespodzianka nie wiadomo dlaczego. Najgorsze, że Filip nie wyczuwa niskiego cukru, nawet w ciągu dnia, dopiero w ostatniej chwili, szybciej właśnie alarm da znać. I nie da się powiedzieć „musisz” i nauczyć się. Nie życzę nikomu z tych życzliwych, żeby drżącymi z nerwów rękoma musieli podawać glukagon, kiedy dziecko straci przytomność, charczy i ma drgawki. A potem traci ileś milionów komórek mózgowych, bo umarły z braku glukozy. Mam w nosie to, że jestem nadopiekuńcza. Widocznie muszę. A moja intuicja czuwa nade mną nawet we śnie.