Cykl „Dożywocie”

Cytrynka już dawno mi polecała Martę Kisiel i oczywiście te książki grzecznie czekały na swoją kolej. Pierwotnie planowałam przeczytać je w czasie urlopu, ale jakoś tak się nie złożyło, a teraz wieczory dłuższe, nastrój odpowiedni i w niespełna dwa tygodnie pochłonęłam całą serię. Wrażenia? Oczywiście pozostanę dozgonną wielbicielką autorki, co było do przewidzenia.

W skrócie- pierwsze dwa tomy to perypetie Konrada Romańczuka, który otrzymuje w spadku tajemniczy dom z gotycką wieżyczką, położony na odludziu. Do domu jest przypisane tytułowe „dożywocie” czyli anioł Licho w bamboszkach z uczuleniem na pierze i obsesją na punkcie sprzątania, panicz Szczęsny- widmo o zapędach poetyckich i cierpiący z miłości bardziej od Wertera, Krakers- pradawne zło z mackami, ale za to świetnie gotujące, kotka Zmora o baaardzo ostrych pazurkach i zgraja utopców. Potem pojawia się jeszcze kilka postaci, barwnych zarówno dosłownie jak i w przenośni. Zwłaszcza w tomie drugim, gdzie bohaterowie z Lichotki muszą się przenieść do domu zastępczego. I tenże drugi tom zachwycił mnie oprócz treści- również językowo, bo takie perełki dało się tam znaleźć, że oj. Styl niemal jak Chmielewska, a i chichotałam miejscami podobnie.

Natomiast pozostałe dwa tomy to już nieco inna bohaterka, ale miejsce akcji to odludzie, gdzie niegdyś znajdowała się Lichotka. Oda Kręciszewska poszukuje swojej natury, powoli odkrywa kim jest i dlaczego, a w bonusie walczy ze złem ze słowiańskich legend i znajduje ciekawych sprzymierzeńców. Może humoru i było nieco mniej, natomiast ta mocniej brzmiąca nutka fantasy (słowiańskiej!) urzekła i uwiodła mnie całkowicie.

Oczywiście tego typu książki to dla miłośników gatunku oraz pewnej dawki absurdu. Po inne książki tej autorki sięgnę na pewno, bo czytanie jej smakuje wyśmienicie. Choć nie wiem kiedy to będzie, bo już za tydzień premiera najnowszej książki Katarzyny Puzyńskiej „Chąśba” i tym razem to nie kryminał, a właśnie fantasy i podejrzewam, że będzie co czytać.