Życie

Nie wiem jak w sumie jeszcze nie tak dawno temu mogłam pracować w kilku miejscach, biec z pracy na dyżur, z dyżuru do pracy i jeszcze w międzyczasie ogarniać dom, dzieci, zakupy, zajęcia pozalekcyjne, nawet zdarzało mi się chodzić na angielski, jogę czy inne fitnesy. A w weekendy jeździć na szkolenia lub konferencje, czasem blisko, bo ledwie 100 km, ale zdarzały się i znacznie dalsze. Teraz wracam do domu i najchętniej rozpadłabym się na atomy. Bywają dni, że jedyne, co cieszy mnie w pracy, to bliskość piątku. Bo wiem, że wrócę do domu o 18 i mogę nie myśleć o niczym istotnym, zagrzebać się w koc z kawą czy herbatą, włączyć jakąś spokojną muzykę, coś poczytać i gdyby nie jakieś szczątkowe poczucie obowiązku, to mogłabym tak przewegetować cały weekend. I tak w porównaniu do przeszłości nauczyłam się odpuszczać wiele spraw, przestałam dążyć do perfekcji w każdym aspekcie życia. Nie gonię, bo tak naprawdę nie mam takiej potrzeby i w zasadzie nie ma za czym gonić. Owszem, lubię czyste podłogi, ułożone równo poduchy na kanapie, powierzchnie bez grama kurzu, minimalizm i ascetyczność w otoczeniu, ale wytrzymam i trzy (trzy! Cztery to może być już za dużo) kubki po herbacie w różnych miejscach pokoju, kocie kłaki po kątach albo pranie ściągnięte z suszarki i drugi (uwaga- tylko drugi, na trzeci dzień zaczynam toczyć pianę i dostawać nerwowych drgawek) dzień zalegające malowniczym stosem na fotelu. Przydałby się jeszcze trochę popracować nad tym domowym i życiowym wyluzowaniem.

Szczerze? Czasem nawet wydaje mi się, że byłymąż miał rację, że się ze mną rozwiódł, bo w tym moim zaganianiu i zapracowaniu nieco się zapętliłam i straciłam z oczu to co bywa ważne i istotne, a nie tylko to, co konieczne. I w sumie- byłymąż jest teraz podobno szczęśliwszy, ja mam święty spokój i pozbywam się poczucia winy, że nie ustrzegłam się przed błędami, życie jakoś tam się układa, raz lepiej, raz gorzej, ale nigdy nie jest beznadziejnie. Udaje się przetrwać kolejne burze i sztormy, choć niespodzianki wyskakują co i rusz. W zasadzie chyba nic mi więcej nie trzeba- wystarczy spokój, nuda i stagnacja. Jak będę miała ochotę na jakieś ekscesy, to sama je sobie zapewnię.