Kolejna

Nawet gdybym bardzo chciała, to jeszcze nie udaje mi się zapomnieć. Najpierw było pół roku, które przetrwaliśmy, lepiej, gorzej, ale z minimalną świadomością, co nas czeka

https://mamanieperfekcyjna.wordpress.com/2015/05/08/pol-rocznica/

Po roku niby byłam nieco mądrzejsza, ale i tak wyskakiwały co i rusz niespodzianki

https://mamanieperfekcyjna.wordpress.com/2015/11/08/historia-zatoczyla-kolo/

Z roku na rok byłam coraz bardziej zmęczona, ludzka rzecz, ale jednak kiedy to zmęczenie przekłada się na jakieś niekoniecznie dobre wydarzenia, to naprawdę bywa ciężko

https://mamanieperfekcyjna.wordpress.com/2016/11/08/narozrabialam/

Oczywiście łatwiej jest się żalić i narzekać, bo w końcu to paskudztwo nigdy nie daje o sobie zapomnieć. Tylko trzeba mimo wszystko żyć. Podnosić się każdego dnia, znajdować nowe siły, nawet jeśli wydaje się, że jest beznadziejnie

https://mamanieperfekcyjna.wordpress.com/2017/11/07/cukrzyca-wygrywa/

https://mamanieperfekcyjna.wordpress.com/2017/11/16/to-tylko-cukrzyca/

Z roku na rok zaprawiamy się w bojach. Chwilami jest lepiej, ale nie da się do końca powiedzieć, że jest dobrze. Jeszcze nie wszystko nas trafiło. Obawiam się niewiadomych, które jeszcze spotkamy na swojej drodze, bo zazwyczaj nie są z tych miłych

https://terazjestinaczej.home.blog/2019/11/08/5-lat-z-cukrzyca-2/

https://terazjestinaczej.home.blog/2020/11/07/6-lat/

Może jestem za mało konsekwentna i stanowcza. Może za mało się staram. Gdybym tak wprowadziła super- hiper- mega zdrową dietę ze ściśle przestrzeganymi godzinami posiłków… Gdybym bardziej pilnowała systematycznej aktywności, goniła do sportu… Gdybym od początku nieco inaczej podchodziła do wszystkiego… Gdyby, gdyby… Nasza pani profesor chwali przy każdej wizycie, że jest idealnie. A mnie oczywiście zawsze czegoś brakuje. Na dodatek życie pozacukrzycowe też nie rozpieszcza. Może gdyby całą odpowiedzialność dało się podzielić na dwa, to byłoby łatwiej, a tak naprawdę przez te wszystkie lata byłam sama ze wszystkimi problemami, trudnościami, rozterkami. Teraz sporą część bieżącego zarządzania cukrzycą przejmuje Filip, ale to są tylko malutkie codzienne kroczki. Długodystansowo i tak muszę myśleć i decydować ja sama. To Filipowe zarządzanie jest niestety pełne mniejszych i większych błędów, świadomych i nieświadomych. Zbyt często zdarza się za późne podanie insuliny, nie reaguje na alarmy monitoringu, zwłaszcza kiedy cukier spada, ba! nie reaguje nawet kiedy ja krzyczę, żeby coś zrobił, nie sprawdza jaki w ogóle jest cukier (bo przecież dobrze się czuje, to po co?). Ignoruje objawy, dopiero jak jest już naprawdę źle, to próbuje to odkręcić, a tak się niestety nie da. No i te noce- nie obudzi go zazwyczaj nawet wystrzał z armaty, więc nie ma co marzyć, że zrobią to zwykłe alarmy czy budziki. Dlatego tak mi zależy na tej nowej pompie. Po 7 latach wielokrotnych pobudek w nocy też chciałabym mieć spokój.

Ile jeszcze takich rocznic przed nami? Do kiedy będziemy pamiętać tę datę jako punkt zwrotny w życiu? A w zasadzie do kiedy to JA będę tak traktować ten dzień? Bo dla Filipa to jest taki sam dzień jak każdy inny, nie przykłada do tego najmniejszej wagi, nawet pewnie nie pamięta siebie sprzed tych siedmiu lat- wystraszonego, nic nie rozumiejącego dzieciaka, którego rodzice wiozą do szpitala. Może powinnam jakoś to przepracować, zapomnieć, nie wracać myślami do tamtych chwil, nie rozpamiętywać. Ale nie da się. Do tego w tyle głowy ciągle siedzi myśl- a jeśli to nie koniec? Mam jeszcze dwójkę chłopaków, oni też są narażeni, bo choć częściej chorują dzieci, to tak naprawdę cukrzyca może trafić się w każdym wieku. A moje potencjalne wnusiątko- też jest ryzyko. I tak da capo al fine…

Nie chcę Was straszyć, ale listopad będzie na blogu bardzo cukrzycowy i trochę edukacyjny, bo jest to miesiąc świadomości cukrzycy

Światowy Dzień Cukrzycy 14 listopada razem z mojacukrzyca.org