Oczko w koronie plus

Chodziłam sobie grzecznie do pracy przez tydzień, dzień zaczynałam od testu, czułam się dobrze. W poniedziałek również tak było. W trakcie pracy zaczęło mnie lekko swędzieć oko, nieco się zaczerwieniło, wyglądało, że za chwilę wyskoczy mi jęczmień. Zdarza się, apteka pod bokiem, maść zakupiłam i miałam nadzieję, że szybko przejdzie. Owszem, było szybko, ale raczej w gorszą stronę. Do wieczora oko było całe czerwone, opuchnięte, łzawiące i bolesne. Zaczynałam coś podejrzewać, że to nie takie zwykłe zapalenie spojówek. Następnego dnia rano standardowy test pokazał cieniutka kreseczkę. Czyli jednak i mnie trafiło, o dziwo właśnie w formie zapalenia spojówek. Na razie innych objawów nie mam… Ale nigdy nie wiadomo, co będzie dalej. Mój Ktoś niestety trafił do szpitala, bo nie dość że gorączkował przez tydzień i nie wyglądało, że coś na lepsze się zmieni, do tego kiedy saturacja zaczęła spadać poniżej 80%, to darowałam jakiekolwiek leczenie domowe i mimo że się bronił to po prostu wezwałam karetkę. Na razie jest stabilnie, ale bardzo się boję, bo ta choroba jest tak nieprzewidywalna…

Na długi świąteczny weekend Mati dostał przepustkę na 4 dni, oczywiście nie ma sensu, żeby siedział w Warszawie, przyjedzie, ale do domu raczej go nie wpuszczę. Na szczęście jest babcia i starszy brat, przechowają go jakoś. Babcia szczęśliwa, bo będzie mogła porozpieszczać wnuka. Trochę nie tak to wygląda jak bym chciała, ale jak już pisałam- nie da się w dzisiejszych czasach nic zaplanować.