Pozwól odejść

W cukrzycowym wirze nie mam czasu napisać o ostatnio przeczytanych książkach. Żeby już tak nie zanudzać i nie przesłodzić za bardzo (bo to jeszcze nie koniec!) coś dla odmiany. Smak tej książki jak dla mnie przypomina nieco stewię, kiedy spróbowałam jej po raz pierwszy- słodko- gorzka, część słodka jest nieco zbyt słodka, bo aż mdła, a gorzka- pali w gardło. Ale idzie się przyzwyczaić, a nawet polubić. Stewii używam zamiast cukru od wielu lat, chyba jeszcze ze dwa lub trzy przed zachorowaniem Filipa. I mimo wszystko wolę ją niż ksylitol, erytrytol, maltotol czy inne naturalne słodziki. Ot, takie dziwactwo

A wracając do książki- to ciąg dalszy „Firefly Lane”, które podobało mi się bardzo, bardzo. Bo było taką normalną opowieścią o życiu, przyjaźni, różnych kolejach losu, normalną, nie zmanierowaną amerykańskością. Serial oparty na książce też obejrzałam, ale uważam, że zakończenie zostało skopane i nie mam pojęcia jak twórcy mają zamiar nakręcić drugi sezon w oparciu o „Pozwól odejść”. To znaczy lekko się domyślam, ale jestem za leniwa, żeby poszperać w sieci co na ten temat sadzą mądrzejsi ode mnie. Nie moja bajka, jeśli chodzi o seriale.

Książka też raczej nie jest z mojej bajki. Są tu dalsze losy Tully Hart, rodziny Ryanów, zwłaszcza Marah, jest odrobina Kate, sporo można się dowiedzieć dlaczego Chmura- matka Tully była jaka była i co się potem stało. Napisane ładnie, zdania okrąglutkie, czasem wzruszające, nie mam się do czego przyczepić. Tak naprawdę znacznie lepiej czytała mi się druga połowa, gdzie była już Chmura czyli Dorothy Hart. To co w całej opowieści bardzo mnie wkurzało, to jakaś taka inercja i zbyt szybkie poddawanie się bohaterów. Tully, Marah, Johnny- tak jakby w ogóle nie potrafili obrać właściwej drogi, gubili się i zapętlali w swoich wyborach, nie umieli porozumieć się z najbliższymi, niby im zależało, ale robili to tak dziwnie nieporadnie… Cóż, może się nie znam, może moje emocje są zbyt proste i za mało wyrafinowane. Nie wiem.

Dość powiedzieć, że do czytania tej książki miałam trzy podejścia. Pierwsze dwa- po kilku stronach odkładałam i zabierałam się za coś ciekawszego w moim mniemaniu. Do trzech razy sztuka, w końcu zacisnęłam zęby i skończyłam ją, zwłaszcza, że jak już dotarłam do wspomnień z lat sześćdziesiątych, to w końcu wszystko się jakoś uporządkowało i było nawet przyjemnie. Bo początek to był chaos. A na końcu- wybaczcie, że zdradzam, jeśli ktoś ma zamiar przeczytać- typowy amerykański „happy end”. Teraz pora na odtrutkę po tym deserku, czas na solidną porcję fantasy

Reklama

4 uwagi do wpisu “Pozwól odejść

    1. Ogólnie miłośnicy powieści obyczajowych zachwycają się jej twórczością, ja tak pół na pół, ale po przeczytaniu dwóch książek trudno wyrokować. Może kiedyś sięgnę po kolejne, na razie mam mnóstwo innych do przeczytania

      Polubienie

  1. Ja też jeszcze nic nie czytałam tej autorki. „Morduję” Mossa „Nie odpisuj”, jestem w 1/3 książki i jeśli nic się nie zmieni, to całej trylogii raczej nie będzie… Na razie nie rozumiem zachwytów…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s