Szamański twist i Piekielna ortografia

Wpis z niedalekiej przeszłości. Kiedy jeszcze byłam w stanie skupić się na czytaniu i dawało mi ono przyjemność. Żeby nie było, że żyję samymi problemami. Co prawda kolejka książek jest spora, nawet tych wyczekanych i ulubionych autorów, ale nie idzie mi. A to już niedobrze. Jeszcze czasem udaje się oglądanie jakichś filmideł bez specjalnej głębi.

W zasadzie te dwie pozycje to jedna książka, bo „Piekielna ortografia” to takie opowiadanko łącznik między 2 a 3 tomem trylogii szamańskiej i jest zresztą zamieszczone w tymże 3 tomie na końcu. Wcześniej był spokojny blues, potem bardziej energiczne tango, a ostatni tom to zwariowany i szybki jak rollercoaster twist.

Ja wiem, że nie każdy lubi fantasy, ale jeśli trafi mi się tak cudnie napisana książka, to nie mogę się oderwać. Pochłonęłam błyskawicznie, jak zwykle żałując, że nie mogę się delektować. No bo się nie da, trzeba szybciutko dowiedzieć się, co jest na kolejnej stronie, w kolejnym rozdziale, co znowu wykombinowali bohaterowie. I bardzo się cieszę, że trafiają się takie porywające książki, głównie dla równowagi po czytaniu tych, co to niby są ciekawe, wciągają, ale jednak nieco męczą. Na dodatek to w sumie nie tylko fantasy, bo można też się doszukać treści bardzo uniwersalnych- o przyjaźni, miłości, nienawiści, szukaniu drogi życiowej lub sprzymierzeńców. Ach, no po prostu jak słony karmel…