Kalendarz adwentowy

W czasach mojego dzieciństwa oraz w tradycji mojej wiejskiej okolicy nie było czegoś takiego jak kalendarz adwentowy. I dlatego nawet w późniejszych latach traktowałam go po macoszemu, ze wstydem przyznaję, że nawet nie przyszło mi do głowy, żeby pokazać go moim chłopakom. Może kiedyś tam któraś z babć obdarowała ich czekoladkowym gotowcem, ale podejrzewam, że zjedli wszystko raz dwa i nie było celebrowania kolejnych niespodzianek. Jakoś tak wyszło. Tym bardziej, że pochodzę z bardzo tradycjonalistycznych terenów, nowinki za bardzo się u nas nie przyjmowały. Adwent to były roraty w ciemnościach (królujące obecnie lampiony również nie funkcjonowały), śpiewanie „Godzinek” i tyle. Adwent był czasem oczekiwania w skupieniu, może nieco radośniejszym niż Wielki Post, ale jednak bez rozrywek, z jakimś drobnym wyrzeczeniem lub postanowieniem. Trudno mi się przestawić na obecne nieco bardziej światowe zwyczaje, tradycjonalistką pozostałam.

Aczkolwiek kalendarz adwentowy Salmiaki https://genewa.home.blog/2021/12/07/kalendarz-adwentowy/ mnie zachwycił. Ostatkiem sił powstrzymałam się, żeby nie otworzyć wszystkich okienek od razu. Będzie miło przez kolejne dwa tygodnie! Dziękuję. I tak mi się skojarzyło- kiedy mój Ktoś trafił na OIOM, postanowiłam codziennie napisać do niego kilka słów- o tym co się dzieje, swoje odczucia, myśli, refleksje. W normalnych czasach pewnie miałabym możliwość powiedzieć mu to osobiście, teraz niestety nie da się. Ale kiedy do mnie wróci (bo przecież musi wrócić), będzie miał podgląd. Kiedy był na oddziale wewnętrznym, to przynajmniej choć trochę rozmawialiśmy, jeśli nie dał rady rozmawiać, to były sms-y, teraz zostało mi tylko to. No i oczywiście nadzieja. Na dzisiejszych roratach usłyszałam „Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”. I tego staram się trzymać. Nie wiem, czy te moje adwentowe liściki będą trwały tyle co adwent, czy może znacznie dłużej. Ale to taki mój osobisty adwentowy kalendarz