Spacer

W końcu się przemogłam i wybrałam na spacer. Jedną z tych tras, które wielokrotnie wybieraliśmy, promenada nad jeziorem, prawie godzina chodzenia i myślenia. Między innymi o Świętach, jakie będą inne niż to, co planowaliśmy jeszcze tak niedawno. Ale oczywiście będę udawać, że jest wszystko dobrze, dla pozorów jak zwykle. Żebym nie musiała pocieszać tych wszystkich, którzy z powodu mojego cierpienia cierpią bardziej niż ja. Muszę pokazać jak dzielnie się trzymam, bo inaczej uduszą mnie swoim współczuciem i pocieszaniem. Wiem, głupie to, ale nie umiem powiedzieć- dajcie mi spokój. Bo ta troska moich najbliższych jest im potrzebna, żeby sobie radzić z sytuacją zazwyczaj przerastającą ludzi. Tu nie ma mądrych słów do pocieszenia.

Pogoda wietrzno- zimowa, wiatr wyciskał łzy z oczu, więc miałam pretekst. Tym bardziej, że ludzi jak na lekarstwo. Owszem, ten spacer był potrzebny, żeby się trochę zresetować, ale nadal jakoś trudno pojąć co się stało i jak to w ogóle mogło się przydarzyć. Cóż, życie toczy się dalej, niezależnie od wylewanych łez, buntu czy żalu. Wiatr wieje, kaczki marzną na brzegu, zachodzące słońce koloruje niebo, a za kilka miesięcy znów będzie wiosna i zamiast szarości i bieli będzie królowała zieleń.