Zimowo

Dziś, chwilę przed 17, dosłownie minutę, zaczęła się astronomiczna zima. I to z przytupem, bo już od rana było zimno, termometr pokazywał nawet -11. I śnieg sobie prószył, świat lekko wypiękniał. Może nawet utrzyma się to piękno do Świąt?

A moja biedna chudziutka kocica Cola- na razie wrócił jej apetyt i chęć do życia, ale wygląda okropnie, skóra i kości, coś ją chyba zjada od środka- w ramach dogrzewania się upodobała sobie kuchenny kaloryfer, doskonale się mieści w tej niewielkiej przestrzeni

Zimno jest nie tylko na świecie, zimno mi w środku, rozgrzewam się jak mogę- a to ulubiona piosenka, a to kawa z cynamonem, a to świeczka o zapachu lawendy lub migdałów. Ale mało to pomaga. Brakuje mi tego ciepła bijącego od drugiej osoby, bardzo mi brakuje. Do dobrego szybko się człowiek przyzwyczaja, przez tyle lat wydawało mi się, że jestem samowystarczalna i dobrze sobie radzę, a tu proszę, wystarczyło trochę ciepła i kiedy „piecyka” zabrakło, od razu zamarzam. Do wiosny tak daleko….