Świąteczne drobiazgi

W zasadzie to Święta już mijają. W tym roku niewiele różniły się od zwykłego weekendu, poza większą ilością spotkań rodzinnych, objadaniem się smakołykami, które są tak dobre tylko raz w roku. No i tym razem wyglądały jak prawdziwe święta z pocztówki- biało, mroźno, klimatycznie. Gdyby nie okoliczności to byłoby naprawdę miło i rodzinnie. Ale przetrwałam, nawet w jednym kawałku i niespodziewanie dobrej kondycji psychicznej. Pochlipywanie było momentami, zazwyczaj bez obecności innych, oczywiście podczas wspomnień wszelakich, ale wiem, że jeszcze nieraz mnie one zaskoczą i będę musiała zbierać się do kupy w najmniej oczekiwanych chwilach. A wieczór mam dziś dla siebie- dopiję to wino, które zostało z ostatniego oglądania filmu, coś poczytam lub obejrzę, pójdę wcześniej spać, bo przecież jutro do pracy.

Zgodnie z planami Wigilia była u siostry, większość tradycyjnych potraw przygotowała mama, smakowało jak zawsze obłędnie, zwłaszcza kutia, karp i postna kapusta na oleju lnianym. Nie umiem odtworzyć tych smaków, robiąc samodzielnie te potrawy. A zdaje się, że robię wszystko tak samo. Niby dobre, ale jednak czegoś brakuje. Po Wigilii jeszcze trochę posiedzieliśmy u siostry, posłuchaliśmy koncertów kolędowych w telewizji. Ze smutkiem stwierdzam, że większość to były wykonania bardzo artystyczne, spora część w tempie niemal dyskotekowym, a niektóre- o zgrozo!- prawie disco- polo. Jedynym plusem była pani tłumaczka języka migowego- już kiedyś się nią zachwycałam przy okazji koncertu z okazji rocznicy Powstania Warszawskiego, tym razem też była rewelacyjna. Nocleg u rodziców, ale dość wcześnie rano Mati ze szwagrem postanowili pojechać na fotograficzne polowanie na żubry. Szukali ich ponad godzinę, ale z sukcesem. Musieli wjechać aż w strefę stanu wyjątkowego, choć nikt ich nie skontrolował (w drodze do i od rodziców kontrole włącznie z otwieraniem bagażnika były w sumie 4 razy). Stadko żubrów było dość liczne, tak ponad 70 sztuk i bardzo fotogeniczne. Szwagier w ubiegłym roku zrobił kilka rewelacyjnych zdjęć, udostępnił je, a ostatnio kupił pudełko zapałek i ze zdziwieniem (ale i zadowoleniem) zobaczył na nim swoje zdjęcie. A to przykład jak u nas bywa

Pierwszy dzień Świąt spędzony u rodziców, przyszły obie siostry z rodzinami. Ja większość czasu spędziłam w kuchni ‚”na zmywaku”, z własnego wyboru. Zazwyczaj to mama zmywała, a my tylko wycierałyśmy i dostawiałyśmy talerze, szklanki i sztućce, ale tym razem widziałam, że mama coś narzeka na plecy, poza tym i tak miała sporo pracy z przygotowaniem jedzenia dla 15- osobowej gromadki. A dzięki temu nie musiałam za wiele myśleć. Choć akurat rozmowa z moją rodziną nie jest męcząca. Sporo wspominamy dawne czasy, jest na luzie i swobodnie, dzieciaki nie są zbyt męczące, zresztą moi chłopcy zajmują się młodszymi, zawsze są jakieś gry planszowe lub karty. Mikołaj też dopisał- między innymi komplet kosmetyków pachnących pierniczkami, zapachowe świeczki- ostatnio polubiłam, zestaw owocowych herbat. Dodatkowo od mamy dostałam już prezent na urodziny- zamówiona msza dziękczynna. Żeby było ciekawiej- okazało się, że tego dnia akurat mam z Filipem wizytę u diabetologa, więc w drodze powrotnej zajedziemy do rodziców, a msza będzie akurat o 15 w ich kościele. Taki zbieg okoliczności.

Drugi dzień to obiad u teściowej. Nie dało się inaczej, teściowa jest w porządku, nie chciałam robić jej przykrości. Za to Kuba wkurzył się nieco na szwagra. Rozmowa zeszła na Kuby pracę- akurat fabryka ma przestój świąteczny. Szwagier pracował w niej tak z 15 lat temu przez 2 tygodnie i w związku z tym zaczął dziś dawać Kubie dobre rady i wyjaśniać panujące tam zwyczaje. Cóż- Kuba pracuje w tej fabryce ponad pół roku, ale szwagier jest z tych, co to na każdy temat umieją się wypowiedzieć, na wszystkim się znają najlepiej i są nie do przekonania. Próbował zagaić rozmowę na temat tego, ile można czekać na SOR-ze z mało poważnymi schorzeniami i dlaczego tyle, ale dość szybko zakończyłam temat, ponieważ nie pracuję w tym miejscu i nie znam panujących tam zwyczajów, więc nie mogę się wypowiadać na temat, o którym nie mam pewnych informacji. O polityce i COVID-zie też udało się nie rozmawiać. Więc cała wizyta na szczęście przebiegła dość spokojnie, a ja mam spokój na dłuższy czas. Mam nadzieję, że życzenia urodzinowe będą tylko przez telefon. W tym roku (a w zasadzie to w przyszłym) nie mam nastroju do świętowania, tym bardziej, że plany były zupełnie inne.

No i koniec świętowania. Mati ma urlop do 4 stycznia, więc nacieszę się synkiem. Z planów najbliższych- do końca roku praca, podejrzewam, że dość intensywna. Sylwester w domu, pewnie po prostu prześpię tę noc. Chłopaki oczywiście wybierają się na spotkania z kolegami. Niechcący udało mi się wziąć wolny dzień 7.01. W zasadzie nie wiem po co, ale chyba potrzebuję takiego odpoczynku. Początkowo zastanawiałam się, czy gdzieś nie wyjechać, ale jednak nie, pogoda mnie odstrasza. Nie lubię spędzać za dużo czasu na powietrzu w temperaturze około lub znacznie poniżej 0. Nawet jeśli będzie trochę na plusie, to raczej wolę krótki spacer, a potem koc, herbata i książka. A potem to zaraz będzie połowa stycznia i coraz bliżej wiosna. Jakoś to będzie.

A wszystkim tym, którzy dotarli do tego miejsca- gorąco dziękuję za wszelkie życzenia świąteczne, poświąteczne i inne miłe słowa pamięci i wsparcia. Dobrze, że jesteście.