Czarne słońce

To jedna z moich zaległości, przeczytana prawie 2 tygodnie temu, ale nie mogłam się zebrać do napisania na jej temat

Chyba najdłużej czytana przeze mnie książka (ponad miesiąc). Na dodatek wcale mi się nie podobała, a powiedziałabym wręcz, że byłam nią zdegustowana. Nie czytałam wcześniej nic tego autora, nie oglądałam „Ślepnąc od świateł” na podstawie jego książki. Wiedziałam, że nie jest to pisarz lekki i łatwy, ale nie spodziewałam się, że aż tak. A po książkę sięgnęłam, bo trafiłam gdzieś na wypowiedź samego autora, że w tej książce wydanej 2 lata temu, niemal przewidział obecne wydarzenia ze wschodniej granicy. Zaciekawiło mnie i sięgnęłam. Po kilku stronach omal nie zwymiotowałam przeczytaną treścią i miałam zamiar odłożyć książkę głęboko, żeby już nigdy jej nie oglądać. Ale sprawdziłam recenzje na „Lubimyczytać”- i podobno po około 100 stronach zaczyna być ciekawie. Nie bardzo chciało mi się w to wierzyć, no ale postanowiłam zacisnąć zęby i czytać dalej. W międzyczasie miałam przystanki czytelnicze z powodu okoliczności niesprzyjających, ciężko mi się było skupić, potem czytałam chyba w ramach jakiejś kary lub pokuty, może nawet z pewną dozą masochizmu psychicznego. O ile sam pomysł był nawet ciekawy, to sposób opisania- no nie, tego się nie da opowiedzieć. Filmy Vegi przy tym to jak dobranocka- obrzydliwy język, pełen wulgaryzmów, bezmyślne okrucieństwo, beznadziejna przemoc, faszyzm, krew, prymitywizm, brak jakichkolwiek zahamowań. Tego nie da się opowiedzieć. A przeczytać- raczej nie polecam. Podejrzewam, że jestem zbyt mało inteligentna, żeby zrozumieć zamysł autora, w sumie dość chwalonego, bo taka forma miała podobno bardziej wstrząsnąć czytelnikiem, ładne i grzeczne słowa nie docierają aż tak głęboko do duszy, ale nie potrafię przyznać, że to ma jakąś wartość. Nie jestem w stanie. Nigdy więcej tak okropnych książek. Dobrze byłoby, żeby nigdy nie działy się tak okropne rzeczy jak te w niej opisane. Bo niestety to jest rzeczywiście prawdopodobne. Obawiam się, że długo nie zapomnę treści i formy. Po przeczytaniu czuję się brudna, upokorzona i zdeptana. Absolutnie nie jestem w stanie sięgnąć po cokolwiek innego tego autora. I nie wiem co musiałabym przeczytać, żeby zrównoważyć okropność tej książki. Tysiące stron słodkich ckliwych romansideł z happy endem? Może. A może coś jeszcze bardziej okropnego? Tyle tylko, że najgorsze thrillery psychologiczne, które do tej pory wywoływały dreszcze, to nadal nic specjalnego. Więc nie wiem, czy coś okropniejszego będzie w ogóle możliwe