Szybko minęła

Majówka szybko minęła. Spokojnie, bez stresu, napięć, z miłymi spotkaniami rodzinnymi i nie tylko, trochę pracy na działce. Wczoraj niestety pogoda nieco się zmieniła, było znacznie chłodniej, wietrznie, padał deszcz, więc dzień był raczej kanapowo- książkowy. Tym bardziej, że Mati musiał wracać już do stolicy, więc i obiad nieco wcześniej, i trzeba było przygotować trochę smakołyków, bo kolejna wizyta studenta w domu będzie prawdopodobnie dopiero pod koniec maja o ile dostanie przepustkę. I tak tego czasu było za mało, nie udało się zrealizować wszystkiego co zamierzaliśmy, ale przynajmniej trochę. Mati jak zwykle wybrał się na wycieczkę do lasu i już po powrocie do Warszawy okazało się, że zainaugurował sezon kleszczowy. Poinstruowałam jak ma go wyciągnąć, bo dotychczas, kiedy był na miejscu, robiłam to ja. Na szczęście poszło dobrze. Lubią te paskudy moje dziecko.

Dziś już po majówce, ale nadal leniwie. Filip ma wolne od szkoły, bo są matury, ja mam wolne, bo zaklepałam sobie urlop już dawno temu, plany były inne, ale jak zawsze okazało się, że nie ma co planować, bo życie samo układa swoje scenariusze. Tak więc majówka i urlop w domowym zaciszu. Te nadliczbowe dni poświęcę na relaksującą pracę na działce- jeszcze jest co tam robić, nie wszystko poradzę sama, trochę pomogą chłopaki, a reszta poczeka na lepsze okoliczności. Po ostatniej wizycie moich rodziców mam do posadzenia sporo różnych roślinek, do tego uporządkowanie ostatniego zakamarka, którego jeszcze od roku nie udało się ogarnąć. I wcale nie wiem, czy teraz mi się uda, bo to dżungla chwastów. Ale powoli… W międzyczasie mam też zaplanowane spotkanie towarzyskie, które być może otwiera mi nową perspektywę życiową, ale to póki co palcem na wodzie pisane. Cieszę się na wyjście z domu i poznawanie czegoś nowego. I jeszcze czas na szkolenie z nowej pompy, powoli trzeba się z nią dogłębnie zapoznać i wdrożyć do stosowania. I chciałabym, i boję się. Ale za kilka dni mamy cokwartalna wizytę u diabetologa i wtedy już nie ma odwrotu.

Za oknem od rana słońce, choć noc była chyba nawet lekko na minusie. Pora wstać, nieco się uaktywnić i zacząć realizować swoje plany. Jeszcze w tym i następnym roku jestem wolna od maturalnych stresów