Zachowaj spokój

Najpierw obejrzałam serial. Nie mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że oglądałam z zapartym tchem, ale do pewnego momentu nawet mi się podobało. Poległam dopiero na absurdach medyczno- farmaceutycznych. Ja rozumiem, że dla osób spoza branży takie rozwinięcie tematu i pomysł na intrygę kryminalną może być atrakcyjny, natomiast mnie osobiście zęby bolały od zgrzytania na samą myśl, w jaki sposób ogół ludzkości pojmuje proces wystawiania recept, refundacji i dostępności leków na receptę. Niestety, nie jest to tak jak wydawałoby się autorom scenariusza. Może kiedyś było to nieco prostsze, ale obecnie, w dobie e- recept jest zupełnie inaczej. Napisanie recepty na świstku papieru już nie przejdzie. No ale stwierdziłam, że zobaczę jak to było w książce, bo jednak realia amerykańskie a nasze to dwa różne bieguny

Książka od serialu nieco się różniła. Zwłaszcza położeniem nacisku na głównych bohaterów- w serialu to raczej matka była osią wszystkiego (co prawda akurat Magdalena Boczarska nie jest moją ulubiona aktorką, ze względu na typ urody- jakoś mnie nie porywa, choć gra naprawdę dobrze i wiarygodnie), a w książce matka była raczej tłem i kurą domową, która wcale nie była zachwycona koniecznością wyrwania się w świat. Za to ojciec to silny facet, nastawiony na chronienie rodziny (a w serialu tatuś grany przez Leszka Lichotę- z kolei jego akurat bardzo lubię, to nieco ciepłe kluchy). Po przeczytaniu książki udało mi się też zrozumieć pozostałe wątki serialowe- po obejrzeniu nie do końca pojmowałam konieczność morderstw dwóch kobiet i prowadzonego śledztwa, szkolnego prześladowania dziewczynki i kwestii szantażu. W książce wszystko ładnie się ze sobą wiązało i miało głębszy sens, a w serialu był to wątek trochę obok, albo ja nie zauważyłam powiązania miedzy nimi.

I w książce, i w serialu ważną sprawą było to, na ile możemy zaufać innemu człowiekowi, zwłaszcza temu najbliższemu, na ile musimy lub powinniśmy kontrolować nasze dzieci? Co może zrobić rodzic, żeby chronić swoje dziecko, ile ukryć w razie konfliktu z prawem, żeby konsekwencje go nie dotknęły? Jak dobrze znamy nasze dzieci? Gdzie jest granica między kontrolą a szpiegowaniem. Co rodzic jest w stanie wybaczyć, w imię czego- miłości pojmowanej jako bezwarunkowa i ? Dość trudno jednoznacznie odpowiedzieć na te pytania. I ja na wiele z nich pewnie też do końca nie umiałabym odpowiedzieć. Na szczęście nigdy nie byłam w sytuacji, kiedy to moje dziecko aż tak by zawiodło moje zaufanie, żebym musiała posunąć się do ostateczności. Ale kto wie- czy w razie niebezpieczeństwa nie nagięłabym swoich zasad, żeby chronić własne pisklęta…

Jedna uwaga do wpisu “Zachowaj spokój

  1. Jak do tej pory, tylko jeden film, na podstawie Cobena, mnie nie zirytował. Francuska wersja „Nie mów nikomu” Książki czytam na bieżąco i przeczytałam już chyba wszystkie, Moje ulubione to te z Myronem.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s