Żadanica

Tak bardzo czekałam na tę książkę. Puzyńska to moja ulubiona autorka, a wszystkie poprzednie części czytałam łapczywie i z zachwytem. Choć nie ze wszystkimi decyzjami autorki się zgadzałam, to jednak Lipowo wciągnęło mnie niesamowicie. Z części na część było też coraz dziwniej, pojawiały się słowiańskie wierzenia, zjawiska niemal paranormalne, Tytuły też były coraz ciekawsze- pierwsze cztery zwyczajne, potem „Utopce”, „Łaskun”, dwa następne znów normalne, a potem coraz dziwniej, nietypowo. Owszem do treści książek pasowały, ale były bardzo wymyślne. Ciekawe jak to się da przetłumaczyć na obce języki?

No i w końcu „Żadanica”. Tytuł pochodzi od lalki- motanki (Salmiaki się na tym zna), która ma spełniać życzenia. Są tez inne motanki- otulaczki, ziarnuszki, dziesieciorączki, karmicielki, lichomanki i mnóstwo innych. Co prawda motanki są raczej związane z tradycją ukraińską i białoruską, ale w końcu to też Słowianie.

Co mogę napisać o samej książce? Jak zwykle czytałam łapczywie i z niecierpliwością, co będzie dalej. Ale jest jedno małe „ale”. Po skończeniu stwierdziłam, że to już nie jest moje ukochane Lipowo. Podryfowało gdzieś daleko od kryminału, coraz bliżej do horroru, a to nie jest mój ulubiony gatunek. A zakończenie jest odjechane totalnie i jeśli będzie kolejna część (a mimo wszystko mam nadzieję, że będzie), to nie wiem jak autorka to wytłumaczy. I mam naprawdę ambiwalentne uczucia- z jednej strony zachwyt i żal, że to już koniec czytania, autorka pracowała tyle miesięcy, a ja szast-prast i w 4 godziny przeczytane (totalny brak szacunku z mojej strony, przecież powinnam się delektować), a kolejna książka nie wiadomo kiedy będzie. Z drugiej- gdyby to był film, to pewnie zrezygnowałabym z oglądania po pierwszych minutach, bo nie jestem w stanie wytrwać w takim napięciu i po prostu się boję. Więc za ten watek horrorowy ogromny minus. Ale oczywiście to moja subiektywna ocena