Greenland

Nie wiem po co oglądałam ten film. To znaczy wiem po co. Na którejś z grup cukrzycowych przeczytałam, że jest tam wątek cukrzycy u dziecka, w miarę dobrze przedstawiony i chciałam sprawdzić na własne oczy. A tylko się postresowałam, popłakałam i mam doła. Owszem, cukrzyca, pompa insulinowa, pomiar cukru, podawanie insuliny, wszystko to było, ale w takiej formie i oprawie, jakiej zawsze się bałam, że może się wydarzyć

Film katastroficzny, więc mogłam się spodziewać, że będzie trochę burzliwie. Może ogólnie nie jest to kino wysokich lotów, chwilami zęby mi same zgrzytały na pewne wydarzenia, mało prawdopodobne, ale jednak moje cukrzycowe emocje przez dobrą chwilę mnie rozłożyły

Do Ziemi zbliża się kometa, początkowo jest tylko ciekawostką astronomiczną, ale potem okazuje się, że Ziemi grozi zagłada. John i jego żona Allison oraz syn Nathan otrzymują szansę uratowania się, do wybrańców wysyłana jest wiadomość, że mają się stawić w bazie wojskowej, skąd przewiozą ich do super tajnych bunkrów. Niestety na miejscu okazuje się, że ze względu na cukrzycę Nathan jest zdyskwalifikowany. Na dodatek rodzina się rozdziela- John wraca do samochodu po zapomnianą insulinę (pierwszy moment, który mnie mocno dotknął), Allison z synem tracą z nim kontakt. Do bazy chcą się też dostać ludzie, którzy nie zostali wybrani, wybuchają zamieszki. Nie działają telefony (ale telewizja i radio już tak?!), ale małżonkom udaje się uzgodnić, że spotkają się u ojca Allison. W trakcie podróży też jest dramatycznie, Nathan zostaje porwany przez ludzi, którzy myśleli, że w ten sposób uda im się dostać do samolotu lecącego do bezpiecznego miejsca. To był drugi moment, kiedy autentycznie czułam jak bardzo Allison boi się o życie syna. A rozkleiłam się zupełnie i popłakałam, kiedy w namiocie medycznym Allison od kogoś z personelu dostaje zapas insuliny, pasków i glukozy ze słowami, że to na tydzień, bo nic więcej nie mogą dać. Kurczę- a po tygodniu co??? Nie da się zrobić nie wiadomo jakiego zapasu insuliny i innych niezbędnych rzeczy, a perspektywą braku insuliny jest po prostu powolna śmierć. Najpierw śpiączka, a potem śmierć. Tego zawsze się bałam, od samego początku choroby, że zdarzy się jakiś kataklizm i skończy się insulina. Śniła mi się wojna albo inna apokalipsa… Teraz już coraz rzadziej mam takie schizy, ale jeszcze czasem się zdarzają. I chyba do końca życia będą się odzywać. Jak się już coś rzeczywiście wydarzy, to i tak nic nie poradzimy, ale ten lęk bywa paraliżujący. Wiem, że to bez sensu, że nie należy tak myśleć, a już na pewno dołować się oglądaniem takich filmów. Mój błąd, a teraz przede mną noc, kiedy trudno będzie zasnąć, a potem obawa, co mi się w związku z tym może przyśnić. Tym bardziej, że ostatnich kilka nocy miałam trochę dziwnych snów, niby nie koszmary, ale bardzo mroczne, niepokojące i powodujące roztrzęsienie przez chwilę po obudzeniu się. A pogoda do tego deszczowa, Filip poza domem, na działce w środku lasu u kolegi, zasięg telefonu tam jest marniutki. Sama sobie naprodukowałam niepotrzebnych emocji… \

Czy film jest warty obejrzenia? Tak pół na pół, są owszem wątki (poza cukrzycą) ciekawe i mądre- postawy ludzi wobec nadchodzącej zagłady, wyzwolenie najgorszych instynktów, ale też i szlachetności. Ale chwilami jak już wspominałam- totalne głupoty i brak konsekwencji w wydarzeniach.