Bez

Synowa lubi naleśniki. Ale ma niewielką alergię na jajko i mleko. Dopóki nie było Jaśka, to jeśli nie nadużywała tych produktów, to jakoś szło wytrzymać. Kiedy urodził się Jaś, okazało się, że nawet małe ilości alergenów w diecie mamy karmiącej nie są dobre dla malucha, a i mama gorzej je toleruje. A coś jeść trzeba. I dobrze byłoby, żeby dało się to szybko przygotować, bo dziecię bywa absorbujące. Ja mistrzynią kuchni nie jestem, ale czasem coś tam udaje się smacznego ugotować. No i warto porozpieszczać tym dzieciaki. Kuba uznał, że moje naleśniki bardzo Synowej smakują, więc co jakiś czas dostaję zamówienie na porcję. Tylko teraz mają być bez jajek i mleka. Cóż, sama woda i mąka to trochę za mało, mleko roślinne może być, ale co do zamienników jajek, to trochę trudniej. Owszem, można zastąpić je zmielonym siemieniem lnianym, chia, wodą po gotowaniu ciecierzycy, bananem, musem jabłkowym lub z dyni i jeszcze kilka innych sposobów. Trochę się naszukałam i napróbowałam, zanim udało mi się znaleźć dobry zamiennik, który na dodatek nie wpływa na smak i sposób robienia tych naleśników, bo niektóre niestety kiepsko się smażyły albo były gumowate. Powoli doszłam do optymalnego konsensusu. Synowej smakuje, Jaśka nie boli brzuch i nie męczą wysypki, teraz trzeba będzie jeszcze znaleźć jakieś smaczne i zdrowe przepisy na ciasta BEZ. Chyba w związku ze statusem „babcia” włączył mi się tryb eksperymentalno- kuchenny…