Coś się kończy, coś się zaczyna

Przez moje perypetie zdrowotne przedłużył mi się urlop i zamiast normalnych dwóch tygodni wyszły trzy. Ale wszystko co dobre, jednak kiedyś się kończy. Od jutra wracam do pracy. Aż się boję co mnie tam czeka, bo jednak tyle dni totalnego zapomnienia i wyłączenia będzie miało swoje konsekwencje. Ileż stęsknionych osób mnie jutro odwiedzi… Już wczoraj miałam przedsmak, kiedy to wchodziłam do apteki i pewna pani z zachwytem wykrzyknęła, że bardzo się cieszy z tego spotkania. I czy nie mogłabym jej powiedzieć (………..). Przemilczę co pomyślałam. Tym bardziej, że obok stała znajoma i patrzyła na tę scenę w osłupieniu. Grzecznie wytłumaczyłam pani, że niestety nie jestem w stanie na jej pytanie odpowiedzieć, bo nie znam całości sprawy, a ten fragment, który mi opowiada, może być nieco mylący. Pani- zupełnie niezrażona- zapragnęła w aptece pełnej ludzi kontynuować swoje wynurzenia. Wyszłam na wredną i nieużytą, ale jednak nie udzieliłam tej porady.

Nie zauważyłam też rozpoczęcia roku szkolnego. Zresztą Filip jak się okazało ma nieco dłuższe wakacje- przez cały wrzesień zamiast nauki są praktyki. Trochę to dziwne, bo w ubiegłym roku też miał praktyki, a o ile pamiętam, Mati miał je tylko raz na swoje cztery lata technikum. Widocznie u Filipa z racji pięcioletniego cyklu nauki jest inaczej. Żeby było ciekawiej, to o tych praktykach otrzymał informację ledwie półtora tygodnia wcześniej, dobrze, że w ogóle do niego dotarła, bo była na grupie klasowej, a Filip rzadko tam zagląda. Na stronie szkoły żadnych oficjalnych informacji nie było i nadal nie ma. A miejsce praktyk trzeba sobie samemu znaleźć. Gdyby były one miesiąc później, to Filip mógłby je zrobić w największej fabryce w naszym rejonie, ale tam można dopiero po skończeniu 18 lat. Innych zakładów, gdzie jest coś związanego z mechatroniką za wiele u nas nie ma, a te które są, nie za bardzo mają ochotę na takich praktykantów. Na szczęście udało się w miejscu z ubiegłego roku, ale wymagało to sporo zachodu. I tak to nauka odwlecze się nieco.

W zasadzie lato też się już skończyło. Szybki przeskok z upałów do temperatur umiarkowanych. Zmierzch zapada coraz wcześniej. Noce wręcz zimne. Pora schować te wszystkie letnie ubrania, sandały, a wyciągnąć nieco cieplejsze. Niestety takie różnice temperatur to prosta droga do różnego typu przeziębień i innych chorób. A COVID chyba ma się dobrze, zobaczymy jaki będzie ten jesienny wariant i co się będzie działo. Bo że będzie, to nie mam wątpliwości. Trochę temat już spowszedniał, wiele osób podchodzi dość lekceważąco, bo w sumie teraz to już coś jak nieco cięższe przeziębienie. A co gorsza nic przed nim nie chroni- ani szczepienia, ani przechorowanie, ani środki ostrożności. Jakiś niewielki procent na pewno będzie przebiegał nieco groźniej, ale chyba wszyscy są już nieco zmęczeni tematem. Wojną zresztą też. Szybciutko przyzwyczailiśmy się do trudnej rzeczywistości, coś jak „gotowanie żaby”.

Mam spore zaległości w notowaniu tego co się u mnie działo, jakie książki przeczytałam/ wysłuchałam, jakie filmy obejrzałam, gdzie byłam i co widziałam, ale czy to ważne? Może się do tego zbiorę za jakiś czas. Teraz pora na nowe wyzwania, nową rzeczywistość. Jestem ciekawa, jak to się wszystko potoczy w najbliższym czasie