Najlepszy przykład

Chrzest Jaśka się odbył, przyjęcie dla rodziny również. Wszystko udało się zupełnie przyzwoicie, choć moje dzieci i mama synowej miały parę uwag do obsługi, ale według mnie są zbyt czepliwi. Jednak cała trójka zna biznes imprezowy od strony obsługi, pracowali w tym przez pewien czas, więc może ja czegoś nie umiem zobaczyć i ocenić. No, ale… W każdym razie temat zakończony. Mati dzielnie spełnił swoją funkcję ojca chrzestnego, ja po kolejnym teście nadal ujemnym, uznałam, że po tylu dniach to nawet przeziębieniem nie zarażam, więc bez bliskich kontaktów, ale też byłam, nawet kaszel mi czasowo odpuścił. Zresztą po tak intensywnym leczeniu spróbowałby nie odpuścić. Udało mi się nacieszyć Jasiem, bo druga babcię okupowała dwójka jej pozostałych wnuków, trochę zazdrosnych o malucha. Jasiek też był wyjątkowo grzeczny, aż miło.

A Kuba, który zajmował się wszystkim, miał czas, żeby co chwila zagadać do synka, wziąć go na ręce. Kiedy w którymś momencie, powiedziałam, że spokojnie, ja się nim pozajmuję, to Kuba stwierdził, że przecież to jego syn, na dodatek pierworodny i nawet gdyby spędzał z nim każdą chwilę, to i tak byłoby za mało. Lekko się zdziwiłam takim podejściem, a Kuba orzekł, że miał najlepszy przykład. Tu mnie zatkało dokładnie, ale Kuba szybko dokończył- jak nie powinien zachowywać się ojciec, więc teraz on robi to zupełnie odwrotnie. Bo jedynym zgrzytem uroczystości był świadomy brak byłegomęża. Mimo że dzieci powiadomiły go znacznie wcześniej, zapraszały razem z żoną, to niestety nie mogli się dopasować. Byłymąż jakoś w ogóle nie poczuwa się do roli dziadka, chyba uważa, że jest na to zbyt młody? Ale za dwa tygodnie Filip ma 18 urodziny. Tak jak pozostałym chłopakom, urządzam mu urodzinowy obiad w gronie najbliższej rodziny- moi rodzice i rodzeństwo z rodzinami, teściowa i szwagier. Zasugerowałam Filipowi, żeby zaprosił też tatusia z żoną. Oczywiście w odpowiedzi było, że raczej nie da rady, ale dziękuje. Kiedy termin imprezy był już ustalony, przypomniałam Filipowi jeszcze raz, że może by wspomniał tatusiowi. I cud- podobno przyjedzie i przybędzie, na dodatek z żoną. Aaaaaaa! Nie wiem, czy się cieszyć, czy bać. Bo osobiście żony nie widziałam, na zdjęciach jest śliczna i zgrabna. A ja przy niej będę jak Kopciuszek, niestety. Może to nieładnie z mojej strony, ale zastanawiam się, czy nie wykręcą mi jakiegoś nieziemskiego numeru, bo że też zdecydowali się na obiad w gronie głównie mojej rodziny? Jakoś nie mogę uwierzyć w czystość intencji i taki nagły zwrot akcji. Już znacznie bezpieczniejsze byłyby te chrzciny… Teraz przede mną dwa tygodnie zastanawiania się i rozkminiania, jak wybrnąć z tej sytuacji bez uszczerbku na honorze