Biblioteczny policjant

Może trudno w to uwierzyć, ale dotychczas nie przeczytałam ani jednej książki Kinga. Oczywiście wiedziałam, że jest to autor cieszący się ogromną popularnością, ale jest kojarzony z horrorami, a moje nerwy nie są w stanie wytrzymać niektórych scen. Więc z filmowych adaptacji Kinga znam tylko „Zieloną milę” i „Skazanych na Shawshank”- zasłużenie ulubiony film Filipa, który oglądaliśmy już dziesiątki razy

Ale właśnie dziś zakończyłam słuchanie jednej z książek Kinga. Nie jest chyba z tych najbardziej znanych i popularnych, ale możliwe, że dzięki niej powolutku wciągnę się w czytanie lub słuchanie tego autora. Zwłaszcza, że lektor akurat tego audiobooka czytał świetnie- wyobraźnia pracowała na pełnych obrotach. I o dziwo nie było tak strasznie jak się spodziewałam

Maleńkie miasteczko Junction City. Sam Peebles mieszka w nim od kilku lat. Prowadzi biuro nieruchomości i ubezpieczeń oraz nudne, spokojne życie. Pewnego dnia dostaje niespodziewane zadanie wygłoszenia przemówienia w Klubie Rotariańskim zamiast występu niedysponowanego akurat akrobaty. Sam chce jak najlepiej wywiązać się z tego zadania, więc za radą swojej asystentki Naomi idzie do biblioteki, żeby wypożyczyć poradniki, jak należy przemawiać. W bibliotece spotyka Ardelię Lortz, dość dziwną osobę, która ostrzega go, że jeśli nie odda wypożyczonych książek w terminie, to odwiedzi go biblioteczny policjant ze srogą karą. Początkowo Sam lekceważy sobie słowa Ardelii, ale potem zaczynają się dziać dziwne rzeczy, policjant rzeczywiście pojawia się i budzi przerażenie Sama, bo wracają do niego niepokojące wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to też spóźnił się z oddaniem książki do biblioteki. A sama Ardelia okazuje się czymś jeszcze bardziej mrocznym i niepokojącym, niż to wydawało się na początku.

Jest tu wątek typowo horrorowy, mało prawdopodobny, ale jeśli dobrze się zastanowić, to można go uznać za pewną przenośnię, wytłumaczenie niektórych zapomnianych lęków z dzieciństwa. No i oczywiście nie można traktować tematu z całą powagą, bo nie jest do końca realna. Ale jak na mój pierwszy horror- pasuje. Tym bardziej, że „tajemnice tak okropne, że ukrywamy je nawet przed sobą to najlepsze tajemnice dla Ardelii Lortz” to najprawdziwsza prawda. Każdy chyba ma jakąś większą lub mniejszą tajemnicę, która jest ukryta głęboko w najdalszych zakamarkach umysłu, bo może się jej boimy, może wstydzimy, a może chcemy chronić przed całym światem.