Sopot w trzech aktach

W ramach odmiany- po raz kolejny sięgnęłam po przygody psiego detektywa Gucia. Tym razem Gucio i jego państwo, Róża i Szymon, wczasują się w Sopocie. I jak zwykle, gdzie się nie pojawią, tam jest też i trup, a Szymon Solański jako gorliwy prywatny detektyw stara się rozwiązać zagadkę. Dzielnie „pomaga” mu w tym świeżo poślubiona żona Róża oraz aspirant Barański, również na urlopie, ale przecież służba nie drużba i lokalnej policji pomóc trzeba. A że sprawa ma tło historyczne, bo sięga jeszcze czasów przedwojennych i wojennych (pierwszy akt), czasów PRL-u (akt drugi), co ma wpływ na obecne morderstwo (akt trzeci), to smacznie się to czyta.

A podobałoby mi się jeszcze bardziej, gdyby autorka nie skręcała zbyt mocno w kierunku pastiszu i parodii. Bo komedia komedią, a nadmierne wyśmiewanie się ze wszystkiego i wszystkich, przedstawianie w bardzo krzywym zwierciadle i chwilami humor niemal prostacki, trochę są rażące. Ja rozumiem, że taki to styl, tak ma być, ale wolałabym jednak ciut subtelniej. Choć niewątpliwie jeśli będzie kolejna książka tej autorki, to po nią sięgnę, choć nie jest to takie niecierpliwe oczekiwanie jak przy niektórych innych autorach