W jej sercu czai się mrok

J.D.Barker skradł moje czytelnicze serce serią o Zabójcy Czwartej Małpy. Wiedziałam, że i tę książkę będę chciała koniecznie przeczytać. Z różnych względów leżała w kolejce prawie dwa miesiące od chwili wydania. Jednym z powodów na pewno była jej objętość- 850 stron, trochę przeraża taki rozmiar, bo oczywiście fajnie, kiedy opowieść jest długa, ale czasem dochodzi do głosu wątpliwość, czy autor rzeczywiście jest w stanie napisać aż tyle słów, a ja dam radę przeczytać to z zainteresowaniem? Druga sprawa- czytanie jednak trochę trwa, nawet jeśli czyta się szybko, to i tak trzeba poświęcić kilka wieczorów. A jak człowiek chce się jeszcze delektować, to przynajmniej ze dwa więcej. A już po kilku stronach wiedziałam, że chcę się delektować, a nie czytać łapczywie, jak to mam w zwyczaju.

Książka jest miksem kilku gatunków, trochę sensacji i thrillera, odrobina kryminału, szczypta fantastyki. Porównywana jest do Kinga (zresztą autor wcale się nie kryje ze swoja znajomością Kinga, kilka razy w tekście jest o nim wspomniane)- co prawda ja mam na koncie tylko jedną jego książkę, ale fakt, klimacik nawiązuje. Choć mnie od razu bardziej skojarzyło się z Deanem Koontzem, którym się zaczytywałam w czasach studenckich.

Jack ma 8 lat, wychowuje go ciotka Jo, bo rodzice zginęli w wypadku, kiedy miał około 2 lat. Co roku w rocznicę śmierci rodziców, 8 sierpnia jest z ciotką na ich grobie, tego lata znudzony idzie na spacer i na ławeczce spotyka piękną dziewczynkę Stellę. Jest nią zafascynowany, ale szybko okazuje się, że Stella pojawia się w tym miejscu tylko 8 sierpnia. Również tego dnia w okolicy co roku pojawiają się dziwne zwłoki- jakby spalone. Tajemnicza sprawa morderstw nie daje spokoju detektywowi Faustino Brierowi i jego partnerce. Zanim Jack, a poźniej i detektywi, dojdą do prawdy i rozwikła się spora górę problemów, minie wiele lat. Ale zawsze data 8 sierpnia będzie kluczowym dniem.

Dość szybko udało mi się rozwikłać główny motyw wydarzeń, może nie w całości, ale po przeczytaniu wielu książek w podobnym typie- da się to odgadnąć bez problemu, a doczytywanie szczególików tylko cieszy. Gdzieś tak w okolicach końcówki zaczęłam się zastanawiać, dlaczego Jack i Stella nie wpadli na naprawdę szybki i logiczny sposób rozwiązania swoich problemów- jak się na koniec okazało, na szczęście wpadli i to w taki sposób jak przewidywałam. Co wcale nie zmniejszyło radości z czytania i odkrywania kolejnych rozwiązań. Zakończenie- cóż powiedzieć, żeby nie zdradzić za wiele? Zbyt cukierkowe, choć słodycz jednak jest przełamana pewnymi niepokojącymi sygnałami. Po odłożeniu książki musiałam się dobrze zastanowić, czy rzeczywiście autor miał na myśli właśnie to, czy to tylko moja wyobraźnia dalej pracuje.

Oczywiście moje wrażenia z lektury są bardzo subiektywne, ale swoich ulubionych autorów nie umiem oceniać obiektywnie. Nie jestem też jakąś wytrawną recenzentką i mój gust bywa mało wyrafinowany, ale w przypadku tej książki- z czystym sumieniem polecam miłośnikom lekko mrocznych klimatów i zjawisk nie do końca normalnych. A gdyby tak autor zdecydował się na jakiś ciąg dalszy- biorę w ciemno.

I jeszcze to co lubię- zdania, które zapadają mi w pamięć

„Powinieneś nauczyć się żyć chwilą. Przeszłość minęła, a przyszłość jest zawsze odrobinę poza naszym zasięgiem. Liczy się tylko tu i teraz”

„Czasem niewypowiedziane słowa znaczą więcej niż długa rozmowa”

„Nawet w wielkim lesie można czuć się jak w potrzasku, podczas gdy inni znajdują wolność w więziennej celi”

I jeszcze- sam autor na końcu napisał „Jack miał do opowiedzenia wielką historię. Zauważyliście, że niektóre książki są wielkie? Niekoniecznie pod względem objętości, ale zakresu”. Tak, ta książka jest rzeczywiście wielka pod każdym względem.