To moje trzecie podejście w tym roku do urlopu. Pierwsze dwa skończyły się falstartem, ale tym razem już nie odpuszczę- jutro skoro świt wyjeżdżam nad morze, wracam za tydzień. Mam nadzieję, że niezależnie od pogody odpocznę, zresetuję się, nadrobię trochę zaległości intelektualnych, może uda mi się coś tu czy na drugim blogu napisać, jeśli trafi się wolna chwila
O 18 wyłączam komputer, pakuję ostatnie potrzebne rzeczy do walizki, ugłaskuję koteczki, jeśli się uda to jeszcze wyskoczę na koncert Maleńczuka, na zasadzie czatowania na niewykorzystaną wejściówkę. Bo następnego dnia po możliwości odebrania wejściówek (2 tygodnie przed koncertem) już ich po prostu nie było. I niestety z większością koncertów tak jest. Cóż, jeśli nie uda się wejść to zostanie jeszcze siedzenie na pomoście naprzeciwko amfiteatru. Słychać będzie.
Nie wiem, czy to dobrze, że zawsze swój dłuższy urlop zostawiam na samą końcówkę wakacji. Z jednej strony- większość jest już po, nawet dawno zapomnieli, że urlop był i mogą mi tylko zazdrościć, bo ja dopiero przed, ale z drugiej- jestem już bardzo, ale to bardzo zmęczona i ciągnę resztkami sił, bo w pracy jest naprawdę intensywnie. Ale odpocznę.
Jadę z chłopakami i moimi rodzicami, więc nie będzie to idealny odpoczynek, ale samotne spacery brzegiem morza pewnie będą. Rodzice zajmą się sobą, chłopaki też, a ja idealnie wyzeruję umysł.
Już tęsknię za takimi widokami- to sprzed 2 lat…

Za górami też tęsknię i mile wspominam ubiegłoroczne Pieniny, ale niestety tym razem zostałam przegłosowana. Może za rok…

Leave a Reply