Wolność

Wolność! Piękna niby sen… Wolność! Potrzebna jak tlen… Wolność! Swobodna jak wiatr… Wolność drwi z krat…

Po 10 dniach solidnego siedzenia w domu (nie wyściubiłam nosa poza drzwi, jedyne świeże powietrze miałam na balkonie) doczekałam się końca izolacji. Już mnie plecy i kolana bolą i to nie od COVID-u, a po prostu od braku ruchu, pracy w jednej pozycji i ogólnej niechęci do aktywności. Pogoda nie najlepsza, ale i nie najgorsza, w normalnych warunkach byłby chociaż jakiś spacerek, ale skoro nie można, to się nie chce po prostu nic. W domu co miałam wysprzątać, to zrobiłam wcześniej, we dwójkę z Filipem nie zdążymy nabałaganić, gotować codziennie się nie opłaca, więc zazwyczaj jest gar zupy na 2-3 dni, a reszta wyciągana z zamrażarki. Jakoś nie umiem wyczuć ile tego jedzenia przygotować…

Na szczęście i tym razem COVID był dla mnie łaskawy i nie sponiewierał. Ciekawe czy to będzie do trzech razy sztuka? Coraz mniej rozumiem tę chorobę. Im więcej o niej wiadomo, tym bardziej przewraca do góry nogami wszystkie dotychczasowe zalecenia. I o ile potrafiłabym zrozumieć, gdyby autorytety medyczne udzielające się w mediach od początku uczciwie mówiły „nie wiemy, nie znamy się, to jedna wielka niewiadoma”- ale zbyt rzadko się takie słowa słyszało, raczej mówili jakby pozjadali wszystkie rozumy, to mam spory żal do tych, co to bardzo mieszali nam w głowach. Jeden wielki chaos, zupełny brak pomyślunku. Rozumiem, że trudno jest czasem ogarnąć taką nowość, ale jednak można było nieco logiczniej i uczciwiej podchodzić do zagadnień lockdownów, zakazów, obostrzeń, wytycznych. W końcu za coś te tytuły profesorskie dostali. Zresztą nie tylko u nas takie cyrki. Skóra mi cierpnie na myśl o wszelkiego rodzaju „segregacjach sanitarnych”, paszportach i innych dziwnych decyzjach rządów. Zwykli ludzie się w tym gubią, bywa że z różnych przyczyn- strachu, niewiedzy, olewactwa, cwaniactwa, udawania niezorientowanych- wypierają możliwość zachorowania. Bo teraz nie ma zwykłych przeziębień, katarów, ba!- nawet grypa rzadko się trafia. Jest tylko i wyłącznie COVID, który, obawiam się, ma taki wpływ na nasze mózgi, że już nigdy nie będzie jak dawniej. Normalnej wolności też już chyba nie będzie. Nie zdążyłam pojechać na Maderę i nie wiem, czy mi sie to kiedykolwiek uda, nie w takim świecie, w którym nie można być pewnym jutra.

11 responses to “Wolność”

  1. No właśnie ta niepewność jutra jest najbardziej męcząca. Można sobie tylko zanucić „Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie…” We wszystkich kontekstach… Żeby do reszty nie stracić nadziei…

    Polubienie

    1. Nadziei nie tracę, chyba tylko to już nam zostało w tej pokręconej rzeczywistości

      Polubienie

  2. Cieszę się, że pokonałaś choróbsko i że przebiegło względnie łagodnie.

    Polubienie

    1. Tym razem to naprawdę nie było z czym walczyć

      Polubienie

  3. Dużo zdrowia życzę dla Ciebie Twoich Bliskich.

    Polubienie

    1. Dziękuję, zdrowie zawsze jest potrzebne

      Polubienie

  4. Cieszę się, że to już za tobą.

    Polubienie

    1. Za mną tak, gorzej z moim Ktosiem

      Polubienie

      1. Byłam ciekawa, ale nie śmiałam pytać. Nadal w szpitalu?

        Polubienie

  5. No! Nareszcie jakaś pozytywna wiadomość!
    Przytulasy ślę!

    Polubienie

    1. Dziękuję, do pełnych pozytywów jeszcze trochę brakuje, ale kto wie, może w końcu będą?

      Polubienie

Leave a Reply