uwielbiam wręcz złośliwość sprzętu. Sensor potrafi zakończyć swoje działanie sporo przed terminem, w najmniej oczekiwanym momencie. Ale dziś akurat postanowił popracować do końca- czyli do 23.30. Potem co najmniej pól godziny ładowania transmitera i dopiero wtedy można założyć kolejny. Zmierzyć cukier, jeśli będzie dobry- iść spać, ale za dwie godziny, kiedy po okresie rozruchu nowy sensor zacznie działać, warto byłoby znów sprawdzić, czy odczyty są zgodne z rzeczywistością. Filip po pracy padł i śpi. Oczywiście mogłabym go postawić do pionu i powiedzieć- jesteś dorosły, radź sobie sam, ale jakoś nie mam sumienia. Za chwilę będzie musiał sam to wszystko ogarniać, ale póki jestem pod ręką, trochę ułatwię mu życie.
A według orzeczników z komisji orzekających o stopniu niepełnosprawności, dziecko powyżej 12 roku życia samo powinno takimi rzeczami się zajmować. Aż nóż się w kieszeni otwiera. Faktycznie nastolatek jest w stanie pilnować wielu cukrzycowych spraw, ale kiedy jest w dobrej kondycji, w ciągu dnia. A w nocy albo kiedy ma wysoki lub niski cukier i wyłącza się myślenie- raczej nie będzie w stanie. A po dwóch lub trzech pobudkach w nocy kolejnego dnia napisze klasówkę ( albo maturę…), będzie grzeczny, miły i skoncentrowany. Do tego samo zakładanie sensora na tylną część ramienia nie jest taką prostą sprawą. Owszem- wstrzelić sensor jest prosto, ale potem delikatnie i z wyczuciem odkleić plasterek mocujący do skóry, założyć transmiter i na to wszystko nakleić jeszcze jeden plaster ochronny- to już wymaga pomocy innej osoby. Owszem- można zakładać sensor na brzuchu, ale tam też częściej podaje się insulinę lub zakłada wkłucie pompy, a to już nieco koliduje.
Poza tym to tylko sprzęt. Bywa zawodny, pokazuje nie do końca tak jak jest w rzeczywistości, czasem warto mieć ograniczone zaufanie, bo można niechcący sobie zrobić krzywdę. Czasem przestaje działać nie wiadomo dlaczego. Nie są to częste przypadki, ale niestety zdarzają się. Można się wtedy podenerwować, że coś, co miało ułatwiać życie, tylko je niepotrzebnie komplikuje, ale fakt, z tą pompą i dedykowanymi do niej sensorami żyje się znacznie łatwiej. Choć z ostatniego pudełka na pięć sensorów tylko ten ostatni działał prawidłowo do końca, pozostałe wytrzymywały 4-5 dni, a nie 7 jak powinny
Takie to uroki życia z cukrzycą. I nie jest to kwestia diety, aktywności i innych zależnych od nas spraw. to technika, która ma pomóc, ale doskonała nie jest. I choć niektórzy uważają, że przecież można używać do pomiaru cukru tylko glukometru, insulinę podawać penem i żyć długo i szczęśliwie, to jednak skoro można nieco pomóc sobie, to chyba warto znosić pewne niedogodności. Na wycieczkę można wybrać się samochodem z klimatyzacją albo rozklekotanym rzęchem. Cel się osiągnie, ale drogę wspominać się będzie inaczej
Za chwilę minie dziesięć lat życia z cukrzycą. A to dopiero początek… Tak mnie naszło dziś na smucenie, bo przygotowuję się do dwóch szkoleń w placówkach oświatowych. Dzieciaczki trzy i pięć lat…

Leave a Reply